Juana, dzięki kochana, rozbawiłaś mnie!!
Wiecie co, to oczywiście przegięcie płacić tyle kasy. Ale zapłacę bo chcę mieć święty spokój i czuć się pewnie. Liczę 1200 na położną (to w ogóle dla mnie mus i inaczej nie może być, owszem jestem panikarą! u dentysty regularnie słabnę po zastrzyku ze znieczuleniem ;-)), 700 na ew. znieczulenie (ale może da się bez), 400 zł na salę jednoosobową do porodu (zobaczę, ile będzie rodzących itd.), oraz 170 lub 230 zł za pokój za dobę (2- lub jednoosobowy, żeby był spokój, cisza i wlasna łazienka, pamiętam jak mi się słabo robiło gdy musiałam za pierwszym razem czekać w kolejce pod prysznic i nie było krzesełka żeby usiąść...). Zakładam te 3 tysiące, jak będzie mniej to ok, ale jeżeli nie to trudno. Może wyjdzie tak że zapłacę tylko za położną, kto wie?
To co się czyta o warszawskich szpitalach to czasem koszmar. Każdy zbiera zarówno bardzo pozytywne jak i bardzo negatywne opinie.
Gdy na ostatnich wakacjach opowiadałam znajomym (3 mamom które rodziły dzieci w Wawie), jak było w szpitalu w Pile (gdzie szpital był ohydny, ale zapłaciłam 600zł położnej, 200 zł za poród rodzinny oraz pokój jednoosobowy na 5 dób, wprawdzie bez łazienki, ale za to w ciszy - co bardzo wazne bo tak wszystko przeżywałam, że leżąc sama nie mogłam spać przez dwie noce, a co dopiero z inną mamą i noworodkiem!)... przychodziły położne i z własnej woli mówiły "wezmę dziecko na parę godzin, to pani sobie pośpi", albo gdy tylko słyszały płacz dziecka to przychodziły sprawdzić czy jest ok i pomóc przy przewijaniu chociaz upierałam się wszystko robic sama..... uśmiechnięte salowe, mili lekarze, pielęgniarki i położne, zero problemów ze zmianą pościeli, podkładami itp itp... to dziewczyny myślały, że żartuję. Miałam przez 2 doby załozony wenflon w dłoni, miałam sztywną dłoń, więc na każde przewijanie woziłam Maksa do położnych, czasem same wpadały zapytać czy nie trzeba pomóc...
Wiem, że wszystko nam się nalezy, teoretycznie, ale mimo że to druga dzidzia to bardzo się przejmuję, nie chcę się bać i chcę mieć spokój. Mąż nie widzi problemu, żeby zapłacić, to nie ma sprawy. Z drugiej strony nie chcę rodzić w jakiejś prywatnej klinice, bo uważam, że to nie są dobrze wyposażone szpitale, tylko bardziej hotele do rodzenia, nie czułabym się bezpieczna.
Pewnie zależy, na kogo się trafi, jak dużo będzie innych pacjentek... ale myslę że jeżeli zdecyduję się mimo wszystko np na Madalińskiego, gdzie będę miała opłaconą położną będącą bliską znajomą lekarki (która jest mamą mojej koleżanki) to może będę się mniej denerwować. Zorientuję się jeszcze w innych szpitalach, oczywiście, jeszcze jest dużo czasu. Wiem, że jeżeli będzie dużo rodzących, to nie chcę żeby położna "wpadała" do mnie co jakiś czas zobaczyć co się dzieje, wolę opłacić żeby była cały czas - nie wiem czy chcę żeby był mąż, ale nie chcę być sama, zresztą obecność męża wcale mnie za pierwszym razem nie uspokajała, tylko właśnie obecność położnej.
Całuję Was dziewczynki, a moje dziecię chore. Ma ponoć zapalenie gardła, dostał antybiotyk, cały czas temperatura od czwartku - choć już niższa, a dziś na całym brzuchu, plecach i karku dostał wysypki (pierwsza wysypka w zyciu). Być może reakcja alergiczna na antybiotyk

Jeżeli chodzi o marudzenie, to bije rekordy świata

Cały tydzień będzie siedział w domku, a ja robię sobie wolne od pracy.