Magdalena, pewnie depresja czy baby blues też mają tu sporo do powiedzenia... ale z drugiej strony jak opowiadałam koleżankom z Wawy jaką opiekę miałam na oddziale położniczym w Pile (położne same biegły do sali słysząc płacz dziecka, w zasadzie chciały wyręczać mamy we wszystkim...) to były zadziwione. Ale pewnie teraz i tam dotarł wyż demograficzny oraz emigracja personelu medycznego - i może być z tym nieco gorzej.
Łania... doskonale rozumiem wzburzenie na to że musimy za wszystko płacić.... generalnie w ciąży też za wszystko płacimy. Ja dziś na badania krwi wydałam 200zł, w tym miesiącu miałam też usg za 200 zł dwie wizyty u ginki po 100 to razem daje 600zł plus leki od ginki za jakieś 200zł (infekcja goni infekcję). Można się podłamać....
Z położną to dla mnie jest tak: podczas pierwszego porodu obecność położnej była dla mnie najważniejsza - kocham męża, ale on był jednak dla mnie na drugim planie.... może dlatego że mam niską wytrzymałość na ból, moze dlatego że poród mi wywołano (zresztą bez jakiejkolwiek informacji!) i nie miałam żadnych przerw w bólu, 5 godzin się zwijałam... W każdym razie chcę zapłacić za to, żeby położna była przy mnie cały czas, a nie tylko zaglądała od czasu do czasu sprawdzić, jak postępuje rozwarcie. Jeżeli wszystko będzie się toczyć szybko, chcę, aby była przy mnie non stop, nie chcę się zastanawiać, kiedy ktoś znajdzie w tłumie innych rodzących czas, żeby zająć się mną. Jestem panikarą, przyznaję, wiem że kobiety rodzą dzieci od wieków itd itp. ale taką mam potrzebę a wiem że bez opłacenia położnej tego nie będę miała. Zapłacę także za salę jednoosobową po porodzie, żeby mieć ciszę i spokój. Oczywiście chciałoby się, żeby zarówno indywidualna opieka położnej jak i pojedynczy pokój były "w standardzie" ale to może nasze dzieci będą miały takie warunki....
