byłam dziś u szczepienia i nic z tego bo Olga waży mniej niż 5 kg

od wyjścia ze szpitala, czyli przez 6 tygodni przybrała 1,2 kg, więc chyba nie jest źle, to chyba fanaberia lekarki... mam wrócić za tydzień. Spotkałyście się z czymś takim?
na paluszku u nogi od tygodnia ma zaczerwienienie, lekarka powiedziała, ze to naczyniak, czy wiecie coś o tym? może ich się więcej pojawić?
nanncy: a myślałaś o wizycie u psychologa? trochę długo Cię męczy
mi ginekolog zaproponowała taką wizytę jak się u niej poryczałam i byłam zdecydowana się umówić bo miałam dość i trochę, ale następnego dnia coś poluzowało, od tygodnia jest dużo lepiej, zdaża mi się jeszcze popłakać, ale max 1 raz dziennie i zazwyczaj widzę tego powód, bo wcześniej ryczałam nie wiadomo dlaczego: jak dziecko spało, jak płakało, jak widziałam go w ramionach ojca, a najwięcej jak karmiłam.
tłumaczyłam sobie, że to normalne u 80% "położnic", ze to hormony, że będzie lepiej, że z dzieckiem, ze mną i całą sytuacją jest ok, ale nic nie pomagało, bo z tyłu głowy kołatało się, że macierzyństwo jest nie dla mnie, że co ja sobie myślałam, że dam radę? no i najgorsze: ze nie kocham dziecka, że wolałabym wrócić do życia "przed", a teraz to już tylko ten płaczący obowiązek mnie czeka...
Dalej mam problem z uczuciami, nie ma we mnie euforii, ale jest więcej wiary w siebie, od paru dni Olga jest bardziej kontaktowa, po karmieniu potrafi przez godzinę nie spać i nie płakać(!) to mnie dobrze nastraja.
zazdroszczę Mamom które pokochały dziecko od pierwszej chwili...
u nas na kolki pomogły krople Sab simplex (bobotic nie zadziałał), podaję przed każdym karmieniem 6 kropli, teraz nawet przy puszczaniu bąków nie ma płaczu, tylko chwilowe naprężenie, czasem jeszcze się zdaża ewidentny problem z brzuszkiem, ale to chyba jakieś wzdęcia, bo szybko przechodzą.