reklama

mamusie grudniowe:)

reklama
hehe, kasia, dokladnie :-) jak klade malego ok 20-21 spac i sama ide spac o 24, to normalnie az mam ochote go przytulic, usciskac, wycalowac.
i rano tez zupelnie inna bajka jest :-)
i faktycznie, w dzien staram sie naladowac baterie 'bliskosci' z nim na wieczor bez niego :-) hehe

najlepsze, ze jak zawozimy malego na noc do mamy to zazwyczaj ja i tak klade go spac, wiec tak jakby jestem z nim w innym miejscu tylko, a na drugi dzien juz od poludnia jestesmy razem. no ale i tak jakos strasznie za nim tesknie w domu, strasznie :-) jakos tak 'pusto' bez malego spioszka w wyrku..
 
cześć!
My dziś wstaliśmy po 7. Mamy dziś full roboty w domu, przemeblowanie itp... czekam na męża.
Mały popierdziela oczywiście po całym mieszkaniu hehe... a ja obserwuję :cool2:

Roni współczuję mdłości, też miałam okropne będąc w ciąży..
 
witam witam.
was budza dzieci a mnie ...krowa za oknem:szok:.irlandia.dziwny kraj:shocked2:.
maly sypia tez fajnie ale nadal 2 pobudki.niemeczace.
zebow 5.:-)
witam Pingwinka,bo jeszcze nie witalam.;-)
wspolczuje mdlosci,ja ich nie doswiadczylam i nie wiem jak to jest ale podejrzewam ze choler...nie metnie ogolnie.:baffled:
kasia mowisz Madera,kurcze super.pogratuluj bratu,w ogole uzdolniona rodzinka:-)
 
helou

ja wczoraj wyladowalam na imprezie produkcyjej szymona w klubie z okazji 1000 klapsa ( to jest taka tradycja ze po 1000 klapsie jest party albo szampan)
wszystko fajnie i milo hehe gdyby nie jedno pytanie ktore zadawali mi wszyscy
ale spoko jakos dalam rade
w miedzyczasie uslyszalam tyle komplementow na swoj temat od znanych badz mniej znanych i pijanych facetow ze hej
niezla beka jak sie jest jedyna trzezwa osoba wsrod ok 50 nastukanych ;-)

widze ze moje bicepsy podniosly dyskusje hehe
ja zawsze mialam umiesnione lapy, od basenu i jogi a teraz jeszcze od noszenia bambuly
bardziej mi wpadlo w oko moje ladne "przybranie na calym ciele" hehe
ale spoko generalnie luzik mam totalny

kasia ja taka znowu mala nie jestem :-p 172cm

atol jak zaczne rodzic to szymon przyjezdza do szpitala, poki co maja zdjecia w warszawie wiec luz
na planie chyba wszyscy przezywaja to tak jak on, rezyser ma ur 8 listopada i caly czas sie zastanawia czy moze ur wtedy, ale to mu powiedzialam ze jak tak to do 18rz musi placic na nia alimenty heheheh
a jakby sie zaczelo jak bedzie w kazimierzu to przywiezie go na sygnale kierowca :-p

no i tyle

s ma dzisiaj wolne ale mnie wkurza od rana wiec mam go gdzies :-p
i nie ide z nim na zadne obiady
 
Sugar - fajosko:-D:-D:-D

Opiszę wam, co się dzisiaj stało:szok:

byłam na zakupach i zostawiam Nat z Pawłem, który spokojnie sobie potrafi poradzć z dziećmi:tak:no z Asią był na wychowawczym...

po godzince przychodzę do domu, Nat płacze, a on mi mowi, że Mała mu omdlała /???/

było tak...
bawiła się lalką śpiewającą i zaczęła płakać tak bez powodu /może wystraszyła się lalki/ i szła do Pawła na rączki i potknęła się, ale nie upadła, tylko zaczęła mocniej płakać:baffled: trwało to może kilka sekund... Paweł ją wziął na ręce, a ona w tym czasie az się zanosiła płaczem /no pierwszy raz w zyciu/ i nie mogła złapać oddechu i zaczęła mu na rękach wiotczeć, aż jej język wylazł:szok: trwało to kilka(naście) sekund
Paweł nie wiedział co robić... mówił, ze tak się przestraszył, że szok... już chciał ją reanimować, albo coś podobnego... ale odchylił jej głowę i podniósł jej ręce do góry, a ona zaczeła normalnie oddychać i płakać... trwało to wszystko może kilkadziesiąt sekund... ależ ona się wystraszyła na pewno
Boże.... ale się trzęśliśmy po tym...
a Nat się okropnie zmęczyła i zjadła mleczko i poszła sobie smacznie spać
Ale ja mam traumę, a Paweł jeszcze większą
o rany:frown:
 
kasia - kate - identyczną sytuację miałam kiedyś z Alą. Miała chyba właśnie roczek. Zwaliła się z krzesła i zaczęła płakać. Rozdarła japę, ja chwyciłam ja na ręce a ona straciła przytomność, bo nie złapała oddechu... Wybiegłam z nią lejącą się przez ręce na dwór (żeby miała więcej tlenu) a ona zaczęła normalnie oddychać i już było ok.
To również trwalo kilkadziesiąt sekund ale co ja przeżyłam - nigdy tego nie zapomnę.
Mieć na rękach własne nieprzytomne dziecko.....
brrrrr
Współczuję Pawłowi - no cóż, to na pewno nie jego wina, Kasiu, asolutnie nie mów że nie dał sobie rady.
Taki typ płaczu, taki typ dziecka.
Na szczęście Ali się to już nie powtórzyło, myślę,że i z Nat takie coś to jedynie jednorazowy przypadek.



U nas dziś lipa i du pa i chooj w jednym - mamy potężny spadek sprzedaży = redukcja zatrudnienia = ci wszyscy co byli zatrudnieni na umowę -zlecenie (ściema, oczywiście praca w pełnym wymiarze godzin) dostali po pół etatu i cały czas groźba dalszej redukcji.
Ja mam umowę do końca marca, więc przynajmniej nie mam złudzeń że mi ją przedłużą.;-)
fak.
I wcale nie potrafię się pogodzić z tym,że naprawdę niewiele tracę...;-)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry