matko slodka, jaki mamy sajgon w domu, szok.. chodzimy tunelami miedzy kartonami!
wczoraj ciocia nam pomogla troche i dzieki temu skonczylismy w miare o 2. jeszcze jakies pierdu pierdu male zostalo do powciskania gdzies, ale zaraz wynosza nam dom
ogolem mlody straaaaaaaaaszny dramat, polozylismy sie po 2, a ten o 2.40 rozdarl jape, ze szok.. nie chcial sie uspokoic, tylko do mnie na rece, wiec wzielam go do lozka.. a ten ani myslal spac - parzyl sie na mnie, dotykal twarzy (czyt palec do oka, nosa, ciagniecie za wargi itp, ciagniecie za wlosy - pojedyncze, auc ;-) ).. no myslalam, ze zaraz go udusze, przysiegam, tak mnie wnerwil. w koncu do wyrka odlozylam, bo ten zaczal w ogole wstawac i gadac. a w wyrze to juz w ogole porazka - wyl godzine, zanim padl. szok. to sobie nocke wybral na takie bunty..
dzieki temu jestem total detka tudej ;-(
a i byc moze ostatni raz pisze dzisiaj (choc watpie, bb mania dziala), wiec jak cos to wielki buziak i do zoba we wt/sr next week :-)