reklama

mamusie grudniowe:)

nieistotna - ja rodzilam sie z waga 2800, moj Dawid tez tyle... ja przeciez tez jakos monstrualnie nie przytylam, zeby takiego wielkoludka chowac w srodku i w ogole :-) no dziwne to, dziwne!

Dita - hehe... pewnie, najwazniejsze, zeby bylo dobrze!

juz nawet dzisiaj mnie to tak nie przeraza... w sumie, chociaz bardzo chce rodzic naturalnie, jakbym miala miec jakies duze trudnosci z wydaniem takiego klopsika na swiat, to po co sie meczyc, narazac na trwale uszkodzenia krocza itp, narazac dzidziusia..? no i cc robia w 38tc, wiec mialabym maluszka co najmniej 2tyg przed swietami :-) zdaze troche dojsc do siebie!
 
reklama
Hej Mamusie!

Aenye, gratulacje Filipka giganta! Ciekawe jak on tak urósł i po kim? :-)

Nieistotna, współczuję takiego podejścia rodziców, można dostać cholery... U mnie w rodzinie, jak i u mego męża takie coś byłoby nie do pomyślenia... rodzice zawsze traktowali wszystkich z rodzeństwa równo i tak jest do dzisiaj.

Luckymama i inne mamy chwilowo opuszczone - współczuję, ja też przeżyłam pół roku z dala od mojego lubego parę lat temu i baardzo tęskniłam. No ale co to jest parę miesięcy w obliczu całej reszty życia, kiedy to będziecie już razem? Wszystko się da wytrzymać! Zresztą zawsze można przyjechać w odwiedziny - teraz w epoce tanich linii to nie jest takie kosztowne. :tak:

A dziś w nocy mój Piotruś zrobił wielkiego fikołka :eek:
Normalnie najpierw się obrócił do położenia miednicowego - czego w sumie nawet nie czułam, tylko poczułam jak zaczął mnie z pełną mocą kopać w pęcherz i po szyjce macicy (chyba) - strasznie jakoś boleśnie (współczuję wszystkim miednicowym mamom). Ale na tym nie poprzestał na szczęście i zrobił akcję wielki powrót :-D To już było trudniejsze - na godzinę jakoś utknął w poprzek koło 3 w nocy - strasznie dziwne uczucie - brzuch miałam jak piłka do rugby. Na szczęście w końcu polazł na swoje z góry upatrzone miejsce i już usadowiony jest standardowo. Ale fajne to było - rzeczywiście już teraz chyba nie sposób przegapić jak się przekręca, trochę stały się te nasze bobasy klopsami :-)

Zamówiliśmy wczoraj łóżeczko - a dziś chyba zamówimy wózek :happy:
Będę siedzieć i się wpatrywać chyba całymi dniami jak przyjdzie, takie to fajne, hihi :tak:
 
przepraszam, bedzie znowu dlugo, ale musze sie wygadac, gryzie mnie to od kilku dni i po prostu mam zwale :-(
strasznie sie finansami naszymi martwie...

cholera, powinnam za lozeczko zaplacic jakos, zeby facet mi je wyslal w tym tygodniu (na szczescie to tesciowa placi)... a jakos sie nie moge na poczte wybrac.. i jeszcze musze za spodenki z allegro zaplacic.. i wisze rodzicom 150zl, mam wykupic leki (jakas masc na infekcje i tablety antyskurcze) - mysle, ze minimum 50-60zl... a kasy nie ma w portfelu dawno...
a jeszcze kasa z wesela sie rozchodzi w tempie megaekspresowym... na szczescie 3/4 wplacilismy na gielde i robimy wielkie pomnazanie ;-) ale wyciagnac ja bedzie mozna pewnie dopiero w przyszlym roku, a najlepiej caly rok powinny lezec! bah...
zostalo nam na wydatki juz tylko 3000zl.. musimy doplacic do naszej nieruchliwej firmy 1750zl (bo nic sie w niej nie dzieje od maja) i zostanie nam juz prawie wielkie zero.. a gdzie meble do lazienki, szafa do przedpokoju, kredens...!? strasznego mam dola finansowego (chociaz nie jest przeciez tak zle, jak niektorym..).. dostane na szczescie teraz jakas zapomoge ze studiow, na usg - babka prodziekan kazala szybko wniosek po pomoc zlozyc, ze niby ciaza zagrozona itp - studiujace, postarajcie sie i wy! (ok 400zl) no i do 13 listopada stype naukowa za dwa miechy (mam nadzieje, ze min. 600zl razem!!)

a socjal.. jakie to sa pop... warunki!!! gdyby moj maz nie studiowal, a byl bezrobotnym, to dostalibysmy, a tak - to nie!!! i jestessmy na utrzymaniu rodzicow!!! na szczescie sytuacja nie jest przerazliwa, bo w ostatecznosci rodzice pomoga (czego nie chce bardzo i zrobie wszystko, by nie dawali nam nic wiecej niz teraz, bez dzidzi!!) i doloza, ale co w przypadku rodzicow, ktorzy np. ze wzgledu na ciaze nie chca utrzymywac swoich dzieci!? bez sensu... ja jestem niby zatrudniona od czerwca, ale wg statusu to nie znaczy, ze jestem samodzielna finansowo - bo zeby tak bylo, musze miec staly dochod w 2005 i w 2006!!! nie obchodzi ich, ze sie moja sytuacja w 2006 zmienila totalnie, ze maz i dzidzi, ze podjelam prace itp... no co za dol... po prostu sie zaplakac :-( i moj m tez ma tak samo.. nic nam sie nie nalezy, chociaz oddzielnie mieszkamy, chociaz mamy zerowe dochody w 2005...
dobrze, ze bedzie naukowe i wychowawczy... :-( :-( :-( ale tak bardzo, bardzo liczylam na te pieniazki z socjalnego, byloby ok. 700zl dodatkowo...

wiem, ze marudze.. ale jestesmy oboje z domow, gdzie nie trzeba bylo sobie niczego odmawiac i tak wydajemy pieniadze, lekka reka... teraz mamy na zycie co miesiac 1500zl i czasem nie starcza... nie wiem, czy max.700 (wychowaczy i stypa naukowa) zl dodatkowo nam pomoze,kiedy Filip sie urodzi... :-( strasznie sie boje, bo rozrzutna jestem na maxa... :-( i nie umiem sie powstrzymac...

normalnie ryczec mi sie chce teraz, cos sie zdolowalam niepotrzebnie... czuje sie taka bezsilna jakas.. czuje, ze nie umiem sobie radzic, ze jestem od wszystkich zalezna... i ze nie damy sobie rady z Filipkiem, ze caly czas rodzice beda nam go utrzymywac... strasznie tego nie chcialam...
i na dodatek wiem, ze wiele oddaloby tyle, zeby byc w mojej sytuacji finansowej, ze biadole... a mi sie to wydaje strasznie malo...

dobra, koniec... przepraszam za te wrzuty, musialam po prostu sie wygadac :-(
 
..aenye wiem o czy piszesz mam podobnie...:-(
Ale powiem Ci, że wtedy myśle, żę są ludzie którzy mają jeszcze gorzej niż ja i jakoś sobie radzą to ja też sobie dam rade no i do tego mam TOmeczka a to najważniejsze razem zawsze łatwiej...
A tym, że dużo piszesz się nie przejmuj bo od tego tu jesteśmy wszystkie, żeby sobie pomagać:-D
Głowa do góry wierze, że dasz sobie rade i spojrzysz na ten "problem" i innej prespektywy która będzie lepsza:-D
Ja jestem z Tobą i trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło:happy:
 
aenye musicie nauczyć się żyć oszczędniej i problem się szybko rozwiąże bo mamy tu Mamy które mają gorszą sytuację i nie marudkują ;-) U mnie z mężem różnie bywało z kasą zaczynaliśmy od marnych pensji i nauczyliśmy się, że jak nie mam to nie wydaje ale też nie wyciągam łapy do rodziców bo to najłatwiejsze a zarazem najgorsze rozwiązanie. Zawsze możesz sprawdzić co naprawdę Wam jest potrzebne, zrezygnować z nowych ciuchów czy tez wypadów do knajp (musicie mieć teraz kredens???) i kasy na pewno Wam starczy. Wiem, że do luksusów łatwo się przyzwyczaić ale jak będziecie w trojkę to wydatków Wam przybędzie a nie na odwrót. Lepiej wprowadzić zawczasu „tanie małżeństwo”i po problemie...
 
ja ma minutke, na dluzej wpadne wieczorem..
chcialam was tylko zachecic byscie zobaczyly sobie dzis wieczorem na tv1 o 20.10 film Osada. Kto nie wiedzial temu polecam :) Ja kocham ten film za jego watek milosny :)
 
..aenye nie łam się. Taki dołek to szybko przechodzi, głowa do góry. Na pewno sytuacja sie poprawi.;-)
Ja zawsze miałam od rodziców dosyć pieniędzy na wszystko, ale jak poznałam T. nauczyliśmy sie zyć bez rodzicówek. Na początku nie umiałam sobie poradzić psychicznie, że ciągle muszę sobie czegoś odmawiać!!! Ale miałam Tomka i kochałam go bardzo! (teraz bardziej!) A potem zaczęliśmy zarabiać, wzięliśmy ślub, potem rzuciłam pracę, potem Liluś... Jakoś szło raz lepiej raz gorzej...
I Miłka ma rację, że umiejętność tańszego życia to duża ulga, że czasem można naprawde z wielu rzeczy "natychmiast potrzebnych" zrezygnować i świat sie nie załamie:tak:.
Głowa do góry:-)
Masz Dawida i Filipka! Na pewno bedzie dobrze, ZOBACZYSZ.:blink:
 
aenye - nie załamuj się! Najważniejsze,ze żyć macie z czego ,a trochę przycisnąć pasa to każdemu się przytrafia. Takie doły tak, jak szybko przychodzą tak mają tendencję do szybkiego odchodzenia!

Opowiem Ci (wam) mój przypadek - wiem, co to znaczy nie mieć pieniędzy: Kiedy rodziłam Alę mieszkaliśmy kątem u moich rodziców w starym domu bez CO, bez łazienki (!!!), w pokoju 3mx3m. Moi rodzice wraz z trzema moimi siostrami mieszkali w drugim pokoju (w pięcioro!!!) no i kuchnia wspólna... Utrzymywaliśmy się z pensji męża który wtedy zarabiał ok 800zł. Ja studiowałam, na szczęście na studia miałam przeznaczony kredyt studencki. Byliśmy załamani sytuacją. W małżeństwie z powodu tych trudności też zaczęło nam się nie układać, było coraz gorzej...
Aż pewnego dnia coś wreszcie ruszyło: Wysłałam mężowi jego CV do innej firmy (z ogłoszenia w GW) - tam jak go zaprosili na rozmowę,to juz nie wypuścili. Mąż zaczął wreszcie godnie pracować, zarabiać (na początku to też nie były kokosy), zaczął częściej bywać z nami, wreszcie pomyśleliśmy o budowie własnego domu.
Potem ja skończyłam studia, znalazłam pracę, mąż tak się rozkręcił w nowej firmie, że czasem dziennie tyle zarabia, ile dawniej w miesiąc!!!
Teraz mieszkamy w naszym domu, co prawda daleko jeszcze do wykończenia, ale jak na razie to i tak bajka w porównaniu z tym, co było.

Tak więc aenye - musisz to po prostu przetrwać, zły okres minie - a może za rok (po giełdzie) będą was z Kulczykiem porównywać??:tak: Oboje skończycie studia - niech mówią co chcą,ale wykształcenie w końcu owocuje. Życie przed wami, zobaczysz - będzie dobrze.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry