A ja padłam po weekendzie (przyjechali znajomi i rodzina, spotkania itp).
No i od razu mi się zrobił wczoraj wielki zgon - jeszcze byłam w pracy, bo musiałam ustawić wszystkie rzeczy, jako że idę na zwolnienie, no i pogadać co i jak...
Do szkoły rodzenia już nie miałam siły iść
Wyniki badań dziwaczne - w połowie się poprawiają, w połowie pogarszają, dziś idę po południu do gina, spytać co i jak. Mam nadzieję, że to ścierwo trochę przejdzie... Śpię ciągle, oprócz tego, że w nocy - w nocy do 3 nie mogę zasnąć, bo drętwieją mi nogi - nawet jak już mnie nie swędzi nic za bardzo, ale za to pojawił się nowy problem z nogami



Nad ranem zasypiam jak niemowlę - i tak sobie posypiam do 12.
Biedny mężuś chodzi trochę przez to śnięty, bo w kawalerce to się nie bardzo da spać, jak jedna osoba nie śpi...
Ale teraz już na dobre w domku, więc może po tygodniowym spaniu w kółko, w końcu jakoś wyjdę na prostą :-) Mam wieelką nadzieję :-)
Bo poza tym swędzeniem skóry i permanentnym zmęczeniem, czuję się świetnie i bym pochodziła na spacerki, poćwiczyła.. a tymczasem zanikły mi z lekka mięśnie łydek od leżenia w łóżku ciągle...

No ale na razie wykańcza mnie podlanie kwiatów.. trochę dół...
:-) Pozdrawiam