Nie, roznie. Na poczatku bylo tak, ze byl wieczor, bylismy wszyscy na gorze. Manka zaglada na korytarz i sie pyta kto to. Raz drugi trzeci. Pozniej mowi, ze pan. Macieja ja wzial na rece i wyszedl na korytarz. Tam na wprost sa drzwi na balkon, myslelismy, ze widzi swoje odbicie i stad to wszystko. A dzis znow akurat wyszedl od nas Pawel Katowy, jeszcze jasno bylo. Ta po jakis 10 min zaczyna chowac za moimi nogami w kuchni, ewidentnie sie boi. nie chce wyjsc zza nich ( ja akurat przy kuchni robie obiad) i pokazuje palcem na korytarz ( na dole) i sie pyta znow kto to jest. I tak z pol godziny. Poszlam, zapalilam swiatlo na korytarzu, ale ta dalej jakas niepewna byla. Siedziala na blacie caly czas dopoki nie przyjechal Macieja. Ech, to nie jest mile.