Patuśka właśnie nic lekkiego na razie nie ma do roboty. Nawet róż w tym roku nie trzeba przycinać taka ciepła zima była, a rok temu to niemal do ziemi trzeba było obciąć, bo tak zmarzły. Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu będą ładnie kwitły.
Teraz muszę zabrać się za warzywniak, a najpierw trzeba porządnie przegrabić ziemię, a to raczej nie dla mnie. Ale jak już to bedzie zrobione to mogę już sobie sama dziubać w ziemi.
Może jakbym była po terminie to bym się sama na to porwała, ale jeszcze nie czas ;-)
Też mi tak bardzo nie spieszno i chcę dorwać do 38 tygodnia. Potem pewnie zacznę się niecierpliwić. A wizja urodzenia w maju to już wcale mi się nie podoba

Choć ostatnio tyle dzieci się urodziło, że samej mi się zachciało. Jednak byłam wczoraj w bibliotece i spodziwałam się, tekstu, że jeszcze nie urodziłam od bibliotekarki. Ale dowiedziałam się, że jej córka dalej leży z synkiem w szpitalu (już prawie 4 tygodnie) a urodziła 4 tygodnie przed czasem. To całkiem mnie utwierdziło, że nie ma się co spieszyć.