Cześć dziewczyny, my już od wczoraj w domciu!
Sam poród oczywiście ekspres, pół godziny i malutka była na świecie. Okazało się, że ma naczyniaka na boku brzuszka, ale nie wygląda on groźnie, mam nadzieję, że sam się wchłonie. Poza tym trochę mało ważyła, 2650 g i przez to musiałyśmy się dokarmiać przez pierwsze 2 doby, ale potem rozkręciła mi się laktacja i w tym momencie robię za mleczarnię
Jakieś 3-4 godziny po operacji, jak mi zeszło znieczulenie rzeczywiście ból był ciężki do wytrzymania, więc bez łez się nie obyło, ale potem już coraz lepiej, teraz mnie ciągnie blizna i dokucza, jak kichnę albo się śmieję, ale szczerze mówiąc myślałam, że będzie dużo gorzej. Wyobrażając sobie, jakbym się czuła z moimi gabarytami po porodzie sn, naprawdę cieszę się, że stanęło ostatecznie na cesarce.
Pierwszą noc, spędzoną już nie na pooperacyjnym, tylko poporodowym z Emilką będę wspominać koszmarnie. Jako że trzeba było odbyć walkę o laktację, a mała nie mogła głodować, musiałyśmy co 2,5 h najpierw przystawiać do cyca, a potem lecieć na noworodkowy po butlę, żeby dojadła. Plus pierwsze nerwowe przewijania, kiedy jeszcze nie miałam wprawy. Po tej nocce dopadł mnie solidny baby blues, ale szybko minął. A teraz w nocy budzimy małą co 3 godziny na karmienie, może jak już będzie ważyć ze 3 kg to będziemy karmić na żądanie, na razie zależy nam, żeby ładnie przybierała. Dziś położna ją ważyła i udało się przybrać co nieco

Poza tym malutka jest bardzo grzeczna, tylko nie lubi, jak się ją rozbiera, przewija, i, o zgrozo, myje- tu już jest histeria. Dziś coś brzydkiego się podziało z pupcią i nawet trochę krewki się pojawiło, mąż spanikował totalnie, ale jutro będziemy wietrzyć i mam nadzieję, że szybko się wygoi. Kończę, idę się myć, a potem cycuś
Gratuluję wszystkim mamuśkom rozpakowanym, brzuchatkom życzę szybkiego rozwiązania i od teraz już będę regularnie zaglądać.... w miarę możliwości oczywiście
