Milenka - oczywiście są przypadki nietypowe, ale generalnie wiem, że to nocne jedzenie nie jest potrzebne. Starsza w dzień słabo jadła, ale dało się ją nocnego jedzenia (kp) oduczyć (bez uszczerbku na zdrowiu) jak miała niecałe 1,5 roku. Tylko ona miała łagodniejszy charakter, a ja miałam więcej czasu.
Misiek w nocy jest znacznie gorszy (ryczy, kopie, nie daje się przytulić czy "zagłaskać") więc odpuściłam, żeby się nie wykończyć w ciąży, a teraz jeszcze nie mam dość siły, żeby mu nawyki zmieniać. Bo na pewno będzie to kosztowało kilka jeszcze bardziej nieprzespanych nocy. No i mąż powinien mieć wtedy wolne
Za to z zakupami (odpukać) nie ma większego problemu - standard to zwykła bułka dla dwójki, sporadycznie jakieś ciasteczka zbożowe i jak narazie działa. Ale nigdy nie kupuję słodyczy z dziećmi i generalnie omijam słodkie alejki (oczywiście na tyle na ile się da).
Zazdroszczę za to dzieci nie przepadających za słodyczami. Moi, na co dzień nie jedzący, słodkie ciasta i ciasteczka potrafią wciągać w ilościach ogromnych... O lizak ach czy cukierkach nie wspominając. Generalnie staram się aby do większości słodyczy na codzień nie miały dostępu, bo Misiek i tak obecnie je prawie tylko to co słodkie - chleb czy bułkę, ale z miodem i kaszę albo płatki ale z bakaliami, ewentualnie owoce. Nawet ostatnio mówi o sobie "jestem Rodzynka, Pan Rodzynka" ;-)