Nie zdawałam sobie sprawy, że taki obłęd z tymi świeżakami. W Biedzie jestem co sobota z Ewą, na świeżaki nawet nie spojrzała, więc naklejki olewałam i pętały mi się po torebce, portfelu, chyba z 20 oddałam koleżance.
Rodzeństwo to zdecydowanie wybawienie dla rodzica. Jak jest Zosia to zamykają się razem w pokoju i lepią z ciastoliny, malują, włączają muzykę i tańczą ("Mam tę moc" E ma opanowane do perfekcji, choreografia identyczna jak w bajce), układają puzzle, ganiają się, wygłupiają. W tygodniu nie dałabym rady usiąść i całe popołudnie bawić się z dzieckiem. Poza obiadami, sprzątaniem jest jeszcze Ola, która ma tyle lekcji i nauki, że szlag mnie już trafia na tą szkołę, trzeba jej pomóc, wytłumaczyć, odpytać. Wyrzuty sumienia nieustanne, ale nie da się wszystkiego ogarnąć i każdemu dziecku poświęcić tyle czasu ile by się chciało. Jeszcze jak jest się domu to jakoś to wszystko można sobie rozłożyć i tak rozplanować, żeby i wilk był syty i owca cała, ale zmieścić wszystko w 4h po południu to już ciężko