Qcz a u Ciebi tylko około 60 dni do końca;-)
Dwa miesiące i finish - mam totalny miks uczuć od lekkiego strachu (radosnego strachu przed nieznanym) do niecierpliwości. Nie boję się samego porodu, ile razy o tym myślę. Ból jakoś mnie nie przeraża. Kobiety rodzą każdego dnia, więc nie ma co się nakręcać. Mam tylko nadzieję, że obejdzie się bez komplikacji. Powiem szczerze, że jedyne obawy jakie mam, są związane z tym co po porodzie. A głównie...hmm... intymne sprawy między mną a M. Ból itd - nie ma sprawy, ale boję się, że albo będę seksualnie nie do użytku potem albo stracę czucie. Albo, że M będzie jakiś odrażony całą sprawą i nie będzie chciał. Głupoty, ale jednak spędzają mi sen z powiek. Może dlatego, że lekarz powiedział mi z usg, że młody ma dużą głowę a ja mam anatomię taką... hmm..."małą", że tak się wyrażę. I to małą do tego stopnia, że moje życie intymne na tym strasznie cierpi. Mam nadzieję, że natura jakoś to tam wyreguluje.
Z drugiej strony mogłabym chętnie już rodzić teraz, zaraz i mieć małego w rękach. Oczywiście, niech sobie siedzi do terminu. Wydaje mi się, że to głównie dlatego, że tyle czekałam na zdrową ciążę i podczas tej nie chciało mi się wierzyć, że wszystko będzie ok. Więc teraz chce go zobaczyć i uwierzyć, że jest i żyje
A ja tak patrzę na Twój suwaczek, Martolinka, i Twój czas mi się ciągnie potwornie;-)
Bunny, to cudownie! Ale mam nadzieję, że teraz powolutku będziesz jednak przybierać.