Kasiek porod ponizej, sorry ze tak chaotycznie ale musialam szybko pisac.
Zaczelo sie w nocy okolo 1, obudzilam sie ze skurczami, dosc natretnymi co 7-8 min po 50sek. mierzylam je 1,5 h i byly regualarne i czasami mocniejsze. Rano poszlam sie wykapac, bo jak po kapieli przedja to falszywy alaram. No i po kapieli przeszlo, na jakie 25 min... zadzwonilam do lekarza i tam mowia ze skoro i tak mam miec jutro wywolanie to lepiej przyjechac dzisiaj, bo po co robic z tego jakies "emergency w nocy"... no i F zadzwonil do pracy ze dzis juz nie przyjdzie, ja zadzwonilam po tate, bo wszystko mielismy dopiero na jutro zalatwione, wiec bratowa nie mogla wczeesniej przyjechac. Tato dojechal gdzies na 10 rano, i my wyjechalismy.. skurcze dalej regularne co jakies 6-7min. Do szpitalam ponad 50km, ale na szczescie bez korkow. O 11 mnie sprawdzili i rozwarcie na 3-4 cm, geba usmiechnieta po sufit, bo z Patem z 1,5cm przez ponad 12h poszlam na 10cm w 1.5h.... przez to nie dostalam znieczulenia. No wiec mowie do babki ze chce epidural. Zyczenie szybko sie spelnilo i bylo blogo... roznica niesamowita, tak mozna rodzic. Ale pozniej juz bylo gorzej, zaczelam wymiotowac, a rozwarcie utknelo na 6cm... minelo kolejne 4 h i dalej zero zmian. Wiec dostalam pitocin (oksytocyna chyba to to samo) no i rozwarcie ledwo sie uryszlo na 7cm po jakies kolejnych 2h, potem ledwno na 8cm po jakis 3h... i juz byla 21 godzina i lekarka siada, bada i mowi ze chyba jestesmy utkniete na 8cm... i juz taka mina ze widze ze sie zastanawia kobieta nad dalszym planem byc moze cesarki... mowi ze lewa strona cala sie odeszla, ale prawa jest utknieta na 2 cm. Ja patrze na jej mine strach o cesarke i mowie jej czy pchac na 8 cm nie mozna? bo moze mala bedzie mala i na rozwarcie na 8 cm tez wyjdzie ??? a ona do mnie ze monza sprobowac, czemu nie. Aha tylko dodam ze wymiotowalam jak kot, dokladnie 12 razy, przez co strasznie bolala mnie glowa.... w zyciu nie mialam takich fal bolu glowy, wspolczuje ludziom z migrena.....mialam czarne gwiazki przed oczami i jak wymiotowalam poraz ktrorys kolejny raz, to myslalam ze sie udusze juz. No ale zaczelam przec, bo i troche epidural przestawal dzialac wiec czulam, no i po kilku parciach rozwarcie sie zrobilo samo na 10cm i glowa zeszla tak nisko ze czulam ja midzy nogami.... i dosc dlugu i powoli schodzila bo dzieki temu nic nie peklam ani mnie nie nacieli. Wypchalam ja po 29 min. babki powiedzialy ze faktycznie jestem "great pusher", bo takie duze dzieciaczki, a tak szybko "wycisnelam". No i mala byla... miala lekkie problemy z oddychaniem, bo tak jakby troche jej ciezko bylo, wiec pediatra zabrala ja na 2h do pielegniarek (F z nia poszedl) i tam jak juz wszystko bylo ok to mi ja przywiezli. Porod i szpital o niebo lepszy od pierwszego tylko ze o jakies 2h dluzszy... u mnie niestety "za drugim razem bedzie szybciej" nie podzialalo