Witaj ruda-iza. Co tam za przeboje z lekarzem miałaś?
Moja Pani Doktor do której chodziłam na rutynowe badania ma strasznie dużo pacjentów zawsze, długie kolejki (bo nie umawia na termin) i jej gabinet jest dość daleko. Postanowiłam zapisać sie do lekarki, która przyjmuje niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Wiadomo w ciąży badania trzeba robić często i wizyty sa dość często. Wolałam mieć ją blisko.
Tak więc poszłam będąc w 7 tc. Powiedziałam że prawdopodobnie jestem w ciąży, wypytała mnie o wszytko, zrobiła cytologię, zbadała i powiedziała że ciąże potwierdzi badanie USG ale na nie jest jeszcze za wcześnie. Miałam przyjść 2 tygodnie później.
Więc przyszłam. Lekarka spóźniła się 45 minut (byłam pierwszą i jedyną pacjentką! podejrzane). Jak już mnie przyjęła usłyszałam że miałam przynieść dokument potwierdzający grupę krwi (o czym mi wcześniej nie powiedziała) a badanie USG robi ona kiedy uzna to za konieczne. Co śmieszne nawet w rozmowie nie potwierdziła ciąży. Zdenerwowałam się, wzięłam od niej skierowanie na badania (bo uznałam, ze do kogo bym nie trafiła to i tak warto je zrobić) i więcej u niej się nie pojawię.
Pojechałam do mojej Pani Doktor, powiedziałam, że ją zdradziłam ale skruszona wracam

tylko się uśmiechnęła i oczywiście zbadała, zrobiła USG, powiedziała co i jak. Zadałam jej wszystkie nurtujące mnie pytania. Byłam zadowolona z wizyty.
Poza tym na drzwiach zobaczyłam informacje, że od razu po Mojej przyjmuje tamta. Bałam się że mogę na nią trafić, ale teraz sobie myślę, że mam nadzieję że kiedyś na nią trafię i powiem co myślę.
Mam nadzieję że to pierwsze koty za płoty a później będzie już z górki.