Mmm przeszłam na sztuczne karmienie już (niestety!!!!) koło 3 tygodnia po urodzeniu. Mateuszek nie przybierał na wadze. Jeżdziliśmy z nim niemal dwa razy w tygodniu do p. dr neonatolog na kontrole do szpitala. Najpierw kazała wybudzac dziecko co 2 godziny do karmienia. Ten Bidoczek wisiał po 3 godziny od jednego cyca do drugiego i strasznie płakał. Usypiał po prostu ze zmęczenia, czasem już przy piersi. To niestety nie pomogło, a byliśmy tak umęczeni oboje.... Ja w dodatku nie mogłam w ogóle siedzieć (po szyciu nie dość, że sporym, to zrobił mi sie straszny duży krwiak

) Wszystko mnie bolało i niemal bez przerwy płakałam. Miałam totalne doły. Zarzucałam sobie, że jaka ze mnie matka skoro nie potrafię wykarmic własnego dziecka. Przeszliśmy piekło (mój biedny mąż też, z płaczącym dzickiem i płaczącą żoną).
Przy nastepnej wizycie p. dr kazała wprowadzic karmienie mieszane: pierś, a potem butelka. Przy piersi powtarzało się to samo, jadł i jadł, płakał i płakał. Był juz czasami aż nazbyt zmęczony płaczem, żeby łapnąć butelkę. A że martwiłam się czy coś tam w ogóle mam w tych piersiach co któres karmienie dawałam mu tylko butelkę. Wtedy zajadał chętnie, aż mi serce rosło!!! No i tak ograniczając podawanie piersi (dawałam wtedy jak czułam, że mam pokarm), pokarm zanikł niemal całkowicie w przeciągu ok. tygodnia. Byłam bardzo zaskoczona. Lekarka stwierdziła, że najwyraźniej miałam bardzo mało pokarmu. No i potem na karmieniu mieszanym i potem na samej butelce zaczął przybierać na wadze i to tak gwałtownie, że tak się z mężem cieszyliśmy!!!
No i tak zostało. Jesteśmy na butelce cały czas. Dawałam Mateuszkowi najpierw NAN HA 1, a teraz od niedługiego czasu ten wstrętny Nutramigen.
To chyba tyle. Taka była moja nieszczęsna historia z karmieniem i trudne początki mojego macierzyństwa.
A! No i powiem Wam jeszcze, że to dzięki mojej mamie jakoś udało mi sie pozbierać. Mąż pewnego dnia, nie wiedząc już co ma ze mną płaczącą i niemal załamaną zrobić zaproponował, że pojedzie po moją mamę (Sosnowiec = Giszowiec). No i ta jak wpadła to szybciutko nakarmiła Małego, połozyła go spać, dała mu Misia (z którym śpi do dzisiaj - czasami tylko wymieniamy je na ciekawsze i "nowsze modele"), no i pokazała mi, że jeszcze można cos zjeść, posprzątać, no i troszke odpocząć. KOCHANA MAMUSIA!!
Tak że jestem "uratowana" i mój najdroższy Skarb też.
Całuję i życzę owocnej nauki. Spokojnej nocki.