- hejka dziewczyny...przepraszam, że tylko co u mnie napiszę - moze wieczorkiem napisze coś więcej...
cały dzień dziś na nogach i to zaczęty dzień bardzo wcześnie - tzn,. w nocy Bartuch nie spał od gdzies w pół do trzeciej;/ wymiotował taką flegmą, brzydko kaszlał...jak dla mnie masakrycznie, płakał, że go boli i w sumie pokazywał, że wszystko.....;/;/;/ mnie z tego wszystkiego złapały skurcze, tak silne, że naprawdę miałam wrażenie jakby szyjka wypychała krążek!!!!strachu co nie miara!
więc od rana u lekarzy................... ja no-spa w zastrzykach, badania...
Bartuch - jakieś wirusowe zapalenie oskrzeli - bo nie ma kataru, nie miał gorączki, ale jak to Pani doktor w przychodni stwierdziła wszystko gra mu w oskrzelach - cholera no......niewyspani jesteśmy wszyscy...Bartuch kaszle jak gruźlik - dziadostwo jakieś w powietrzu czy co...
tak więc odwiedziny siłą rzeczy odwołuję - trudno;/;/;/ale juz kilka razy tak się zdarzyło, że jak chcieliśmy gdzieś jechać, iść to jakieś fatum i choroba nad nami...
mnie głowa boli i brzuch cały czas jak kamień, mam nadzieję, że mnie nie złapie - ale jak to wirus - to pewnie tylko czekać - zła jestem i mam się nie denerwować - ale jak????
mały ps...
z wózków Jedo - moja siostra miała Jedo Bartatina - bardzo podobny do Roan'a

też dmuchane koła, duża gondolka - i bardzo fajnie jej się spisywał

jest tylko niższy i dla nas dość wysokich ludzi (mąż w szczególności) Roan był wygodniejszy

- później jak jeździli spacerówką to się coś hamulce popsuły, ale to tylko to...naprawił szwagier sam
do wycierania w środku buźki - wycierałam mokrą pieluszką tetrową, ale to naprawdę jakoś jak Bartuch miał ok.2-3 miesięcy, jak taki nalot z mleczka w rogach mu się pojawił - a tak to nei przemywałam zbytnio w środku - aż wstyd się przyznać
