Witam, a ja dzisiaj się zdenerwowałam. Dzwoniła do mnie koleżanka z pracy i poinformowała mnie, że po powrocie z wychowawczego trafiam do placówki zamiejscowej, oddalonej 30km od mojego domu, ale dojazd na tyle fatalny, że do pracy na 7.30 musiałabym wyjeżdżać o 5.30, a żłobek jeszcze o tej porze nie jest otwarty. Co prawda ja idę od razu na L4, ale sam fakt mega podniósł mi ciśnienie. Pewnie jak wrócę po macierzyńskim to trafię do tego wydziału zamiejscowego. Super, mega super. W tej chwili pozbyłam się wszelkich wyrzutów sumienia, że pracodawcę stawiam przed faktem dokonanym i zamiast wrócić do pracy od razu biorę zwolnienie. Niestety u nas w pracy jest do bani polityka prorodzinna.