No dobra, burza przeszła, mogę pisać dalej
Myśmy przeżyli wczoraj rodzinną niedzielę w nietypowym miejscu i okolicznościach... Eh...
Spędziliśmy najpierw ok. godziny na świątecznej pomocy lekarskiej, a potem ponad 4 godziny na oddziale ratunkowym szpitala. Bo E. zapuchła tak, że pół twarzy to było jedno wielkie napięte "ciasto drożdżowe" (no sorry takie mam skojarzenie), kompletnie znikły jej rysy twarzy i ledwo otwierała oko. Jednak chyba (sami nie są pewni) od ugryzienia nie wiadomo czego, dexaven w zastrzyku i clemastyna pomogły. opuchlizna jeszcze moze się trzymać, ale mam nadzieję że to to. Pan doktor z świątecznej pomocy lekarskiej miał za to okazję pierwszy raz w życiu obserwować taki, cytuję, "odczyn na twarzoczaszce". Ja też. To naprawdę wyglądało makabrycznie, nie jak zapuchnięcie po ugryzieniu, tylko jak opuchła masa.
Emocje mi dziś opadają, bo jeszcze w nocy sprawdzałam, czy ni puchnie jej buzia z powrotem. Ale jest ok. Zaraz zresztą zbieramy się do kolejnego lekarza - czas żeby wreszcie wyjaśnić katar trwający od lutego, bo tutejsi lekarze to tylko steryd donosowy potrafią przepisać, ale czy to ma sens to wątpię, bo nie robią przedtem żadnej diagnostyki
