Witam z domu z kawką!

Ale fajnie, wczoraj wróciłam w okolicach 16, zjadłam chińczyka bo w domu nic do jedzenia nie było i padłam spać, wstałam o 20, prysznic i poszłam spać dalej

Prawie odespałam już ten pobyt w szpitalu

Po wstępnych zapowiedziach że M powiesi zasłony pod moją nieobecność bo akurat je prałam przed tym szpitalem, skończyło się na tym że zasłony nadal czekają aż ja je uprasuję

W domu jakiegoś większego syfu nie było, ale momentalnie widać brak babskiej ręki - klasycznie pies z kroplą wody w misce i pustą miską "jedzeniową"

Naczynia na suszarce spiętrzone tak że cud, że nie odpadła od ściany - widać M uważa że one w magiczny sposób w nocy same do szafek się chowają

Uwielbiam jesień, nawet jak pada. Coś jest w tej porze roku, może troszkę nostalgii, może to że częściej się człowiek przytula w takie długie wieczory

Jakoś na jesini łatwiej mi idzie sprzątanie, gotowanie, nie szkoda mi dnia bo i tak jest ciemno
W poniedziałek muszę jeszcze podjechać do szpitala po wypis i chcą mi jeszcze raz obejrzeć szyjkę na USG bo 3 lekarzy robiło już badania i każdy uważał co innego - jedni że jest lekko rozwarta inni że nie :/ więc po paru dniach chcą to zobaczyć.
My wózek będziemy kupować na początku października, zdecydowaliśmy się na Jedo Fyn i jakoś tak mi zostało, nawet nie rozglądam się za innymi - została kwestia koloru ale ja do tego jakoś wagi nie przykładam.
Przeglądałam własnie listę wyprawkową, i widzę że zostało naprawdę niewiele. Wszystko się kupi na tą wypłatę po niedzieli i będzie z głowy. Torba do szpitala chcąc nie chcąc sama się już troszkę zrobiła, jak dobrze że ja jestem z tych planujących i część rzeczy miałam poodkładanych na pobyt w szpitalu

Sama z siebie byłam dumna
meago nie mam pojęcia jak Ci pomóc, ja wojny ze swoim dość porządne miałam na początku mieszkania razem. Na szczęście nie rozrzucał rzeczy bo jego ex to robiła i on musiał to sprzątać, ale walczyłam np o to żeby skarpetek ze sobą nie plątał wrzucając do kosza z brudną bielizną bo potem każdą jedną osobno musiałam wysupływać przed praniem a jak zapomniałam to wyjmowałam z pralki taki mokry węzeł nie wyprany do końca :/
Walka trwałą krótko, wszystko związane skarpetki zostawiałam nie piorąch ich...wystarczyło że raz rano nie miał czystych

Teraz walczę z brundą toaletą :/ ale to jest nie do pokonania, nie wiem jak można zostawiać po sobie brudną łazienkę, jak się goli to zarost mam nawet w szczoteczce do zębów, podłoga jak u fryzjera no i oczywiście wielka kałuża na kafelkach zadeptana kapciami. I też w końcu ja biedna ląduję na kolanach i to sprzątam, on wtedy się unosi że mam tego nie robić, ale żeby sam z siebie wychodząc wziął to wytarł to nie - liczy chyba na to że ja nie zauważę, albo posprzątam nie marudząc - ale nie odpuszczam i ględzę za każdym razem.
Wydaje mi się że do tych rozrzucachy ciuchów trzeba podejść jakoś taktycznie...bez ognia się chyba nie obejdzie. Ja bym chyba zrobiła awanturę

albo zbierała te rzeczy i kładła mu na kolanach. Koleżanka jak weszła w wojne z mężem to podobnie jak bodaj annie tu pisała - robiła mu wstyd przed kumplami, i np do torby ze sniadaniem do pracy wrzucała włoszczyznę albo ziemniaki. Zawsze można się przestać odzywać i gdy w końcu załapie że milczysz (bo to też pewnie potrwa) to wyłożyć jak krowie na miedzy że masz dość bycia sprzątaczką bo za takie usługi to się płaci, jesteś żoną i sprzątanie po nim to jest jest Twoja praca. Ja to po prostu któregoś razu wyszłam i poszłam do matki, nie odbierałam od niego telefonów. Jezuuu jaki on przerażony zadzwonił do mojej mamy - gdzie ja jestem i czy może przyjść. Lało jak z cebra, stał pod blokiem mamy z godzinę, tylko psa mi szkoda było więc wyszłam do nich. Grunt to chyba konsekwencja, coś jak działanie zdartej płyty - bez krzyku, na codzień - typu, pozmywaj proszę...kwardans później...pozmywaj prosiłam... w końcu mój ma dośc i zmywa, ja się przestałam denerwować tym że muszę się o to prosić bo efekt mam - jest w końcu pozmywane a to gderanie jakoś samo ze mnie wychodzi więc w codziennym życiu nie przeszkadza

Ciąza sporo teraz pomaga bo już kilka razy zostawiłam zmywanie w połowie łapiąc się za plecy i mówiąc "pier***le nie mogę tak stać" no i on wtedy działa na zasadzie rycerza - wybawia mnie z rąk zlewu i zmywa sam

No i chyba podstawą jest to żeby nie robić za niego, bo w końcu on przywyknie nawet do gderania, na zasadę - pogdera i ogarnie sama. A to już dramat się z tego zrobi :/
Oj się rozpisałam
