Hej, wróciłam z ćwiczeń, znów natrzaskałyście jak szalone
florencja, ja się wcale na Ciebie nie burzę i rozumiem o co Ci chodzi. Jednak ja jestem przeciwniczką brania dziecka na ręce i noszenia w te i we wte po pokoju. Z tego co mi wiadomo jest to błąd wychowawczy.
Co innego branie na ręce. Oczywiście że nie wyobrażam sobie żeby nie wziąć córeczki na kolanka, i to też robię. Czytam jej książeczki, bawię się zabawkami (u nie na kolanach), bardzo często biorę w ramiona i przytulam.
I moja córa nie wymusza noszenia na rękach, nawet nie wie co to (oczywiście nie raz przejdę się z nią po oknach, pokażę desz, śnieg, drzewa itp, ale nie traktuję tego jako
noszenie), ona wymusza branie na kolana, bycie non stop ze mną i w pozycji siedzącej. A jeszcze kilka dni temu potrafiła poleżeć sama i pobawić się dłuższą chwilę, marudnika non stopiccznego włączała dopiero około 17-18. Wtedy to już tylko na kolanka.
confi
ja już nie raz pisałam, że zazdroszczę wszystkim mamom, których dzieci lubią leżeć w leżaczkach. Zazdroszczę również dlatego, że przynajmniej zakup i wydatek kilkuset złotych się do czegoś przydaje. Mnie jest przykro, bo leżaczek był naszym pierwszym poważniejszym zakupem z całej wyprawki i dupcia. Lili od pierwszego położenia w nim reagowała tak jakby on parzył. Nie chce poleżeć nawet minutę. Zabawianie, podawanie grzechotek, maskotek nic nie daje, pręży się i drze na maksa :-(
Nie wiem, może bierze się to stąd że Lili cały dzień spędza na brzuszku, pełza po całym pokoju, zmienia pozycje, może nie lubi być ufiksowana i leżeć w jednym miejscu?
monika1977
hihi ... na razie Lili jeszcze jakoś funkcjonuje, także trzymam nerwy na wodzy ;-)