Bodzia, mój tak samo wczoraj - cięzko tyłek ruszyć, a ja zachowuję się jak księżniczka bo tylko rzucam rozkazy a sama nic nie robię

.
A wczoraj to mi tak ciesnienie podniósł

. Najpierw ma pretensje, że ja tylko przed kompem, więc pomyślałam - a to się poświęcę ;-), komp na bok i co ??? I mój małż zaczął oglądanie jakiegoś filmu i doopa - co się próbowałam odezwać, to słyszałam: ciiicho, nie przeszkadzaj, itp. No ja pitolę... Sam chyba nie wie czego chce. A na koniec jeszcze, jak powiedziałam, ze nie wiem po co się czepia, skoro i tak wolał oglądać film niż spędzać czas ze mną i nawet się odezwać nie można było, to usłyszałam - no bo widziałaś że film oglądam a ciągle mi przeszkadzałaś......

I nawet mnie nie rusza to, że pozmywał rano naczynia sam z siebie, że zrobił śniadanie... Bo co z tego, skoro już go w domu nie ma, wpadnie pewnie na chwilkę i jedzie na mecz i wróci po 16

. Albo później. I co mi po takiej niedzieli?? To jest jedyny dzień dla J. wolny od pracy, ale i tak nie ma dla nas czasu, bo piłka ważniejsza. Ale on jeszcze potrafi być ciężko zdziwiony - o co mi chodzi
