Hej hej. Boże drogi cały dzień dziś jeździliśmy, dopiero w spokoju usiadłam (przy okazji nogi tępą piłą utnę, tak mnie bolą). Jak na 9 byliśmy w szpitalu, to po 12 z niego wyszliśmy.
Tak więc ostatniej pieczątki w KH mi nie przybili, jutro zrobi to ginekolog. Miałam CTG, pobraną krew, mocz, wymaz, mierzone ciśnienie i przeprowadzoną rozmowę. Kobitka od CTG (chyba wierna fanka wszystkiego co naturalne) tak się nagadała o cc, że prawie ochrypła

No ale po co... no ale jak to.... no ale wskazań nie ma.... i tak prawie 30 minut. Później byliśmy w Ambulanz na USG (Olie ma 2700g) i lekarz pyta czy wiem jak chce rodzić, ja na to że cc, a on z uśmiechem na twarzy, że nie ma problemu

Znów pogadanka z anestezjologiem, zmacana zostałam i jednak będę mieć narkozę (ufff). DO szpitala idę 17 lipca wieczorkiem, a rano będą ciąć.
Jutro musimy jeszcze raz do szpitala na krew pojechać, bo przeciwciała mi się pokazały i chcą dokładnie wszystko zbadać. I powiem Wam, że jest jakaś plaga ciężarnych. Tyle tam kobitek było, że głowa mała. Mam nadzieję, że się na dwójkę po porodzie załapię, bo te pokoje dla 4-5 kobiet to jakaś masakra. Jedno dziecko kończyło płakać, zaczynało drugie i tak w kółko, a te biedne matki jak zombie później chodziły

Kupiliśmy wszystko czego jeszcze brakowało i piżamkę w końcu idealną na szpitalne upały trafiłam (co zabawne, w Lidlu), jeszcze przesłodki zestaw dla Oliego za 10euro w TK Max. Ależ tam śliczne rzeczy dla dzieci mają
