Nie mogę się powstrzymać od podczytywania Was

. Dziękuję wszystkim za gratulacje. Miałam napisać o tym imieniu, ale na śmierć zapomniałam. No, ale byłam w urzędzie i tam mi się przypomniało, bo sytuacja była taka:
Podchodzę do jakiejś pani w celu wypełnienia papierów na zarejestrowanie dziecka. Jak przyszło co do czego to przyczepiła się imienia, bo to nie jest polskie. Po jakichś trzydziestu minutach tłumaczenia jej, że jest francuskie, bo wyprowadzamy się do Francji jeszcze w tym roku, poza tym ja, dzieci i mąż mamy obywatelstwa francuskie, "miła" pani zawołała kilka innych osób, z którymi też musiałam się posprzeczać. W urzędzie siedziałam łącznie ponad dwie godziny, aż w końcu się wszyscy ugięli i zaakceptowali "Lou". Ale wkurzyłam się strasznie, chociaż jestem z siebie dumna - jeszcze nigdy nie wygrałam z urzędem tak w stu procentach.
Jeśli chodzi o nas to jak był jeszcze mój mąż to zaczęliśmy namiętnie pakować nasze rzeczy do wyprowadzki, jak wyjechał teraz do Les Sables to je zabrał do nowego domu. Zostało kilka niezbędnych rzeczy, ale głupio mi się tak żyje, także po prostu się modlę o tę przeprowadzkę, żeby nastała jak najszybciej. Ale wygląda na to, że jeszcze kilka tygodni się pomęczę, bo remont nieskończony

. Także,
areaksa, nie jesteś sama ;-).
Yasemin, jeśli chodzi o historie z policją to słyszałam wiele, ale osobiście sama nie przeżyłam. I chyba się cieszę, bo jak mi tak wszyscy o tym opowiadają to żyć się nie chce... Co do tych naleśników to narobiłaś mi takiego smaku...

nie wybaczę Ci tego
Dziulka, no to bardzo fajnie, że córa się tak cieszy na szkołę. Osobiście nigdy w podstawówce nie pracowałam, ale wiem doskonale, że wiele dzieci się boi. Ale znam też kilkoro maluchów, którzy ciągle mówią jak to bardzo chcą iść do szkoły. Także teraz trzeba dbać, żeby jej nie przeszło, żeby to nie było tylko chwilowe zafascynowanie ;-).