halo halo

czy ktos mnie jeszcze pamieta?

Przepraszam za dluuga nieobecnosc...brak czasu...czeste wizyty w szpitalu...wrecz szpital moim drugim domem byl przez dluuugi czas...ale po 66 dniach...okropnych 10 tygodniach w trzech szpitalach wrocilismy w koncu z Lenka do domku. To najszczesliwszy dzien w naszym zyciu

W koncu jest z nami...cala i zdrowa (no poza anemia). Jest na piersi i butelce z moim mlekiem nocami bo jest jeszcze dosc mikroskopijnych rozmiarow i nie potrafi ssac i najadac sie do syta na cycu

...idzie nam to ciezko ale dajemy rade

Ladnie zaczyna przybierac na wadze po infekcjach, ktore przeszla (zapalenie opon mozgowych i sepsa)-wtedy jej waga spadla do 800 g teraz wazy 2395 g sprzed tygodnia w pon znow wazenie. Czesto mamy jeszcze wizyty w szpitalu, w domu itd. roznego rodzaju testy i badania ale ogolnie jest z nia dobrze. Moj maly jest u dziadkow w PL...moja mama go zabrala bo nie dala bym rady z obojgiem latac miedzy domem a szpitalem...bywalo , ze dzien i noc spedzalam z Lena a nie pozwalaja na pobyt drugiego dziecka wiec nie mialam wyboru. Teraz chce leciec z mala przed swietami do PL , na koniec listopada, bo nie ma przeciwskazan i zostaniemy do sylwestra. Potem wszyscy wracamy i maly idzie do przedszkola

...jakos powoli sie to wszystko uklada i nabiera barw. Wciaz jeszcze wraca mysl o Juleczce...ale jest juz duzo lepiej. Tyle u nas.
Widze, ze trwa dyskusja miedzy niedlugo rodzacymi nad szpitalami, skurczami itd.

cale szczescie mam juz to za soba i zdecydowanie nie chcemy juz wiecej po tych wszystkich przejsciach. Życze Wam szczesliwego rozwiazania i zdrowych maluszkow oraz jak najmniej bolow przed w trakcie i po porodzie. Bedzie dobrze.