Witam się po dłuższej nieobecności... Ostatnie kilkanaście dni to jakiś koszmar:-(. Najpierw ja się pochorowałam ale tak mnie rozłożyło, że serio myślałam iż się przekręcę,

. W życiu chyba nie mialam tak wysokiej temp, bolało mnie wszystko. Doszłam do siebie to chłopaki zaczęli kaszleć. Było coraz gorzej zwłaszcza z Krystianem. W zeszły czwartek po 22 wylądowałam na emergency u GP, który stwierdził, że nie ma zapalenia. A moje dziecko w nocy się tak dusiło, że myślałam że płuca wypluje. Oczywiście odesłali nas z paracetamolem tzn kazał mi sobie iść do mojego GP po receptę

. I tak się męczyliśmy. Noce nie przespane dziecko się dusi, temp 38.7 i nie chce spaść wieczorami podskakuje. W końcu w niedzielę już go tak męczyło, że wymiotywał flegmą

. No tego było już za dużo. Znów dzwonię na NHS24, umawiają mi wizytę do GP w szpitalu. I dzięki Bogu trafiłam na rzetelnego lekarza. Okazało się, że moim dzieckiem bardzo źle. Podłączyli go do tlenu, podali maskę z lekiem na rozszerzenie oskrzeli i karetką przewieźli do Wishaw na oddział pediatryczny. Spędziliśmy tam 4 dni. Wypuścili nas wczoraj. Krystian ciągle dostaje antybiotyk. I jak by tego było mało Aleks też się pochorował i też dostaje antybiotyk. Ja wstałam dziś z potwornym bólem głowy i gardła. Idę do pracy bo poszli mi na rękę i nie wpisali absencji tylko kazali przyjść dziś i chyba w sobotę. Prezentów nie mam kupionych dla nikogo, zakupy nie zrobione, syf w domu, że masakra, góra prania

:-(. Jednym słowem masakra i nawet nie mam ochoty na święta. :-(