witam po przerwie :-)
wczoraj M odwiozl mame i kolezanke na lotnisko. wizyta uplynela szybko. to i owo udalo mi sie kolezance pokazac. z glodu tez mi nie poumieraly, bo to albo je nakarmilam w ikea, albo baren salatkowym z marketu a to kolezanka leniwe zrobila i jakos bylo. ogolnie sympatycznie. a Filip wniebowziety bo uwielbia gosci.
teraz kilka dni przerwy w pt kuzynka na kilka dni przylatuje. znow bedzie wesolo.
co do karmienia dziecka to moje zdanie jest takie, ze kazda matka sama powinna wybierac swoja droge. bo jaki pozytek ze sflustrowanej mamuski z wywalonym cycem? lepiej chyba zeby byla usmiechnieta z butelka? z kolei jak ktos sie spelnia karmiac piersia to niby czemu ma sobie tego odmawiac?
nikt nikogo na nic namawiac nie powienien. ale warto sprobowac. bo casem poprostu pewne obawy nasa paralizuja a potem sie okazuje ze niepotrzebnie.
ja mialam zalozenie, ze chce karmic okolo pol roku. i dokladnie tak bylo. ale mialam poczatkowo problem, bo Filip sie urodzil do cycka rwal a mleka ani sladu. zanim mleko poplynelo to mialam cycki do krwi obgryzione. dostalam w szpitalu silikonowy kaptorek i jakos ogarnelam temat. ale silikonowego kapturka przez bite pol roku nie zdjeclam bo sie balam bolu. siostra mi gadala, ze przez gumiaka karmie mlodego, ale ja mialam to gdzies. karmilam jak chcialam i umialam.
miejsc publicznych tez unikalam, bo nawet dyskretne wyciagnie ie piersi bylo dla mnie krepujace. ale to tez jakos przezylam. i niczego nie zaluje. moja druga Dzidzie tez mam w planie karmic. i tez mysle o pol roku. ale to takie zalozenie wstepne. nie jestem jakos sztywno nastawiona, bo wiem, ze potem zycie to weryfikuje. czas pokaze. ale ogolnie lubilam karmic. Filipek sie tak slodko wtedy wtulal w mamusie. pamietam jak juz przestalam karmic to po kilku dniach z ciekawosci dostawilam go do piersi. a on ja olal. dziwne to bylo uczucie i bynajmniej nie mile.
a u nas sie zrobilo zimno... jeszcze kilka dni temu krotki rekaw a dzis taka lzejsza kurtka zimowa i sie w niej nie zgrzalam. szok. o 8 rano tylko 5 stopni. brrr