Kradz ja czytałam też o pięknych porodach, gdzie kobiety mają wysoki próg bólu, fajnych, wspierających partnerów itd. Różnie bywa, Ale nie ma co się nastawiać na poród jak w filmie...kilka stekniec i różowy, czysty bobas ląduje na wniebowzietej mamie w pełnym makijażu i manicurze. Bobas jest oblepiony białą mazia płodową( mnie to akurat nie mierzi ale faceta...) krwią. Poziom fizjologii, zderzenia się z własnym ciałem w trakcie porodu to po prostu rzecz jaka wywołuje szok- u mnie tak było...krew, woda, moje krocze- narząd bardzo intymny nagle stał się czymś powszechnym i absolutnie publicznym, no ktoś przychodzi to Ci tam gmera, zaglada, pyta "jak tam krocze?"...no kurcze- wiadomo że mało która pierworodka jest na to gotowa, potem ciężko wrócić to myślenia o swoim kroczu jak o takiej intymnej rzeczy jak kiedys. Ja nie jestem wogóle pruderyjna, ale granice mam, i mój poród to była pierwsza w życiu próba takiego kompletnego przełamania własnych barier, przekroczenia granic. Może ja za bardzo analizuje, myślę, moze nie każdy tak ma...ja nie byłam gotowa, ale z Tosia poszło już z górki:-)