Witajcie dziewczyny, nie było mnie tu długo, widzę, że jest już kilka kolejnych nowych mam

gratulacje dla wszystkich, niestety brak mi czasu na poczytanie, co u Was słychać

te pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie, mam nadzieję, że już niedługo będę miała więcej czasu na zaglądanie do Was.
Po porodzie pierwszy tydzień spędziłyśmy w szpitalu. Ja po cc czułam się świetnie, nic mnie nie bolało, już na następny dzień normalnie chodziłam, zajmowałam się małą. Ale Ninka (w końcu Lenka została Ninką

spadła na wadze i trzeba było czekać, aż przekroczy 2 kg. Szpitalem byłam zachwycona, rodziłam w Warszawie na Żelaznej i mogę wszystkim szczerze polecić ten szpital - dobre warunki, pomocne położne, lekarze, całkiem dobre jedzenie jak na szpital.
Po tym tygodniu już wyszłyśmy do domu i zaraz po przyjeździe dopadła mnie depresja poporodowa, przez kilka dni siedziałam i płakałam, nie mogłam dojść do siebie i pogodzić się z tym, że już nie jestem w ciąży, byłam na to kompletnie nieprzygotowana, czułam ogromny żal, że nie mogłam się do końca cieszyć tą ostatnią ciążą w moim życiu, czułam się tak, jakby ktoś ukradł mi coś najcenniejszego. Tylko dzięki wsparciu mojego męża udało mi się dojść do równowagi psychicznej i zacząć cieszyć się tym, że mam śliczną, zdrową córeczkę.
Nie wiem, czy pamiętacie, jakieś dwa tyg przed porodem miałam ostatnie usg, na którym wyszła mi krótka szyjka macicy. Otóż przyczyną mojego wcześniejszego porodu wcale nie była skracająca się szyjka. Po przyjęciu na ip pobrali mi wymaz z szyjki macicy. Na wypisie ze szpitala był jego wynik - miałam gronkowca złocistego, paciorkowca i grzybicę. Gronkowcem zostałam zarażona podczas pierwszego cc, widocznie musiał się uaktywnić i spowodować odejście wód płodowych. Całe szczęście, że te wody odeszły mi tak gwałtownie, bo jakbym tego nie zauważyła i chodziła tak parę dni, to te bakterie dostałyby się do Ninki.
Muszę Wam powiedzieć, że Ninka jest cudowna, taka malutka laleczka, tylko śpi i je. Karmię ją piersią, ale że jest taka mała, to nie ma za dużo siły, szybko się męczy, więc odciągam pokarm laktatorem i dokarmiam ją potem z butelki. Mój synek przechodzi fazę zazdrości, cały czas chce, żeby się nim zajmować, strasznie to męczące, bo kompletnie nie mam czasu dla siebie, jak tylko zajmę się czymś innym niż on, to jest wielki krzyk i płacz. Mam nadzieję, że szybko mu to przejdzie.