skaba1
sierpień'05 marzec'08
ja jestem cholerykiem jak mrowa i czasem podnoszę głos przy dzieciach.. ale według mnie to jest róznica: czy lekko się zdenerwuję i krzyknę i dziecko to słyszy, ale widzi, że chwile potem rozmawiamy normalnie.. czy wyciagam jakieś brudy, obrzucam czym się da jego ojca i wygaduję niestworzone rzeczy.. ta pierwsza sytuacja jest do przyjęcia, bo dzieci uczą się, że między dorosłymi nie zawsze jest sielsko, ale to nie zmienia faktu, że rodzice się kochaja (często okazujemy sobie wzajemniei dzieciom czułość) - synio już nauczył się rozładowywać moje napięcie i wychodzi mu to świetnie;-).. ta druga sytuacja - nie do zaakceptowania.. dziecko bardzo dużo rzeczy bierze do siebie i może często czuć się winne, że mamusia krzyczy na tatusia (czy odwrotnie) - nawet jeśli zupełnie nie ma z tym nic wspólnego.. a już co dopiero jak się w tej kłótni jego kontekst pojawi.. bardzo bardzo długo to przezywa i pamięta.. i traci pozcucie bezpieczeństwa.. a to trudno odbudować
wiadomo ze nie kłócimy sie codziennie ale zdarzaja nam sie zgrzyty a potem rozmawiamy normalnie
).. na tym forum jest nas sporo, a jeszcze więcej nas się tu przewinęło.. jesteśmy bardzo bardzo różne i mimo to, a może nawet dzięki temu świetnie się dogadujemy i jest tu naprawdę miło - choć nie zawsze radośnie
Nie mogę się zorganizować, jakaś jestem rozwalona przez to przeziębienie, Biedulowi doszły jeszcze pleśniawki po tym antybiotyku
i dziś miał 38,5 stopnia gorączki :-( Całe szczęście, że Mama mi pomaga we wszystkim...
a co najważniejsze efektownie bo katar prawie minął