86ruda, trudna sytuacja z moim bratem polega na tym, że on sam ma ze sobą masę problemów. A eskalują się one w dużym stopniu z powodu tego, że w Anglii jest zupełnie sam, nie może na nikogo tam na miejscu liczyć, nie ma wsparcia. Więc przypuszczam, że on się po prostu cieszy, że chociaż jego żona do niego dołączy. Czy to coś rozwiąże dla niego - wątpię. Ale wolę mieć nadzieję. A co do dziecka - on nie ma za wiele do powiedzenia. Jest jedna prawda jedynie słuszna, prawda jego żony - a wszystko inne, g...o prawda. Zakrzyczany został po prostu i wygląda, że jest mu już wszystko jedno.
Harsharani, ja wiem, że jest dokładnie tak jak mówisz. Mam również sporo znajomych w UK, którzy są tam z dziećmi, więc znam ich relacje. Ale jak ktoś się uprze - to nie ma zmiłuj, zdania nie zmieni. Ale smutne to.
Pocieszył mnie wczoraj w tym wszystkim trochę mąż, bo pokazał mi, że można mieć serce. Zaproponował, żebyśmy na nasz wyczekany urlop październikowy zabrali małą - jeżeli tylko da radę. Rozczulił mnie, bo przecież wiem, że to nasz ostatni taki swobodny wyjazd mógłby być, a dziecko to masa obowiązków - a jednak to zaproponował.
A teraz kończę kawę i do pracy! Wychodzę dzisiaj wcześniej, bo biegnę do gina. Jeszcze nigdy nie nabiegałam się tyle po lekarzach!