hej dziewczyny
ja tez zagladam co u Was ale zazwyczaj wieczorkiem i nie mam juz sily pisac...
Martus buziaki dla Majuni i zdroweczka dla niej!
kurcze ale my okropny dzien mialysmy... zaczelo sie od wejscia do pociagu...drzwi do przedzialu byly waskie i nie moglam wejsc z wozkiem..pomoglo mi dwoch panow, jakos tak bokiem przenieslismy wozek..przy wysiadaniu byl ten sam problem, dobrze ze panowie jeszcze siedzieli bo latwo nie bylo. w miedzyczasie cisnienie podniosl mi konduktor ktory sobie wymyslil ze powinnam miec dla Olki bilet zerowke, a ja jadac do lekarza i posiadajac orzeczenie kupuje bilet dla dwoch osob po prostu. zreszta moja mama pracuje w kasie biletowej wiec co jak co ale wie co powinna mi sprzedac...jakos panu wytlumaczylam i po dluzszej dyskusji zrozumial...pozniej wysiadamy z pociagu a tam taka ulewa ze swiata nie widac...oczywiscie do pomocy przy znoszeniu wozka brak..najwieksza atrakcja przeciez to uciekac przed matka probujaca usta otworzyc zeby o pomoc poprosic i fajnie tak popatrzec jak w ulewe kobieta taszczy wozek przez tory (wybralam krotsza droge, bo nie usmiechalo mi sie znosic wozka przez kilkadziesiat schodow najpierw w dol potem w gore...). czekalam chwile pod dachem zeby deszcz oslabl, jak oslabl ruszylam dalej...po jakis 5minutach znowu zaczelo tak lac ze nie dalam rady isc z parasolem i prowadzic wozka...ustalam pod jakims balkonem. nic to ze pare "kulturalnych" kierowcow sie trafilo i oblalo mnie woda z kaluzy w taki sposob ze nawet Ola lezaca w wozku z folia przeciwdeszczowa miala mokre spodenki a nawet wloski... znowu troche lzej padalo wiec pobieglam kawalek ale udalo mi sie przejsc jakies 50metrow i znowu deszcz lunal...ja juz wtedy bylam doszczetnie przemoczona, Olka zaczela marudzic, plakac, folie nozkami probowala sciagnac z wozka...w miedzyczasie rozpetala sie burza wiec stojac pod jakims sklepem prawie ryczalam bo boje sie burzy...stalam jakies 15minut 3minuty drogi od naszego osrodka ale nie dalo sie ruszyc z miejsca tak padalo...naszczescie w koncu troche odpuscilo i ruszylam z Ola spozniajac sie na cwiczenia jakies 20minut. po cwiczeniach odac do pociagu zmoklam juz mniej ale ze dwa razy,... masakra jakas
no i potwierdzilam turnus, zaczynamy od poniedzialku... brakuje mi jezscze paru stowek

niby to juz pikus ale nie wiem w sumie jak to zrobie...no ale musi sie udac...
pocieszam sie wlasnie pierogami z truskawkami, ale chyba bede musiala zjesc ich sporo zeby humor mi wrocil bo zaczal sie katar (mialam kompletnie mokre buty, zachcialo mi sie jechac w tenisowkach).
uciekam szykowac kapiel malej i cos na kolacje zrobic bo B wraca.