a ja sie poklocilam z Wojtkiem dzisiaj i jest mi zle, zwyczajnie zle..

siedze w domu i rycze..

chcialabym z nim czasami tak naprawde szczerze porozmawiac, ale chyba niepotrafimy, wiedziec, ze moge na niego liczyc w kazdej sytuacji, ze przytuli mnie, kiedy bedzie mi smutno, zle, ze bedzie przy mnie,...niby bylomiedzy nami ok, ale chyba nie do konca, mowi, ze mnie kocha, ze chce byc razem, a zarazem powiedizal mi, ze cos sie w nim zmienilo, ze nie umie traktowac mnie tak jak kiedys gdy bylismy razem. zapytalam czy to moja wina, czy ja zrobilam cos nie tak, powiedzial mi, ze nie, ze to on, cos w nim sie popsulo, jak to okreslil...ze ja nie moge nic zrobic aby to zmienic...
a dzisiaj poklocilismy sie o moje studia..bo on uwaza, ze nie powinnam sie tam przemeczac..fakt, zarwalam ostatnio kilka nocek, ale to tylko dlatego ze mialam spore zaleglosci, a on uwaza, ze powinam zrezygnowac..i to byl glowny powod dzisiejszej klotni..a ja chce studiowac tak dlugo, jak dlugoo bede mogla..nie chce po raz kolejny zawiesc rodzicow, ktorzy ciezko pracuja abym mogla sie uczyc(bo to szkola prywatna)a Wojtek nie moze tego zrozumiec...