Witajcie.
Zlotko u mnie jest to samo. W czwartek wrocilam ze szpitala z synkiem i jest tragedia, wdzien nie az tak zle, dajemy rade choc corka chodzi za nami jak cma, ma 14 mcy. A noce sa straszne, ja myslalam ze przy malym bedzie wiecej roboty niz przy niej a jest na odwrot, tez budzi sie w nocy i nie chce spac, krzyczy jakbysmy obdzierali ja ze skory. Ja mam wrazenie, ze ona chce za wszelka cene miec nas w swoim pokoju, niestety mamy malo miejsca i synek ma lozeczko u nas w pokoju a ona spi u siebie. I jak juz sie obudzi to nie chce nikogo wypuscic z pokoju i pokazuje to placzem. Dzis juz sie poddalismy i dalismy jej flache, zrobilo jej sie cieplo i w koncu zasnela chyba po 2ch godzinach chodzenia do niej, choc strasznie mnie to meczy, ledwo co oduczylam ja jesc w nocy a tu znow powtorka z rozrywki. Zabki jej sie juz poprzebijaly. Teraz czekam az wyrosna, obrzeku nie ma bo zagladalam do buzi. Tez nie wiem co robic, musimy to jakos przetrwac.