karola615
Fanka BB :)
no to na mnie kolej;-)
ja sama tak sobie myślę, że miałam powtórkę z "rozrywki" dwa lata temu, bo zaczęło się identycznie... tylko teraz trwało troszkę krócej, ale teraz od początku...
Termin miałam na 8 lipca, ale cały dzień nic się nie ruszało... siedziałam w pełnej gotowości, bo miałam nadzieje na terminowe rozwiązanie... ale tak minął cały dzień, poszłam się w końcu myć i położyłam się do łóżka... było ok. godz 21 i tak sobie pomyślałam, że chyba jednak się Juniorek ruszy... czułam to chyba tylko i wyłącznie w moczu, bo żadnej akcji nie było
ale dużo się nie pomysliłam, bo obudziłam się o 22.47 -> wody mi odeszły;-) byłam w siódmym niebie:-) obudziłam D, żeby nie jechał zaspany, a on zamiast dać mi się ubrać na spokojnie to od razu pobiegł po teściową (piętro niżej), żeby z Natalką miał kto zostać... a my się wybraliśmy do szpitala... tam musieliśmy chwilę poczekać, bo był początek pełni, więc masakrycznie dużo pacjentek mieli i się nie wyrabiali z papierami... i tak po północy miałam zrobione usg (3700g) i powędrowałam na patologię, gdzie wbili mi wenflon, bo o 6 rano miałam dostać antybiotyk gdyby się żadna akcja nie zaczęła... ale na szczęście zaczęło się... na patologii leżałam pod ktg i skurcze od razu co 3-4minuty... początkowo do zniesienia, a potem już bolesne regularne, więc powędrowałam sobie na porodóweczkę;-) tam następne ktg, w końcu po 4 rano zadzwoniłam po D, żeby wracał (wczesniej odesłali go do domu, ale na to był przygotowany
). i tak się jeszcze chwilę pomęczyłam, a pozniej ... jak zaczęły mi się skurcze parte, tak myslalam ze nie wytrzymam... w koncu kazali mi się połozyc na łózku i zaczynamy rodzic... nie miałam już siły nawet oddychac, wiec ręce i nogi mi zdrętwiały (D. mówi że mu prawie palce połamałam
). Parło mi się okropnie, czułam się jakby mi się akcja cofała
. ALe na szczęście w końcu się udało-> wyszła główka i już było z górki... tylko mały był siny (przez to moje nieszczęsne oddychanie), ale 10 pkt zarobił
We czwartek 9lipca o 6.05 był już z nami:-) 3 szwy na pęknięte krocze założone i po 8.00 już bylismy na sali matki z dzieckiem...
W sobotę się okazało, że muszę dostac kilka zastrzyków z oksytocyny i antybiotyk, ale już jest wszystko ok... z antybiotykiem mogę funkcjonować, a wolę to niż leżenie w szpitalu
ja sama tak sobie myślę, że miałam powtórkę z "rozrywki" dwa lata temu, bo zaczęło się identycznie... tylko teraz trwało troszkę krócej, ale teraz od początku...
Termin miałam na 8 lipca, ale cały dzień nic się nie ruszało... siedziałam w pełnej gotowości, bo miałam nadzieje na terminowe rozwiązanie... ale tak minął cały dzień, poszłam się w końcu myć i położyłam się do łóżka... było ok. godz 21 i tak sobie pomyślałam, że chyba jednak się Juniorek ruszy... czułam to chyba tylko i wyłącznie w moczu, bo żadnej akcji nie było
ale dużo się nie pomysliłam, bo obudziłam się o 22.47 -> wody mi odeszły;-) byłam w siódmym niebie:-) obudziłam D, żeby nie jechał zaspany, a on zamiast dać mi się ubrać na spokojnie to od razu pobiegł po teściową (piętro niżej), żeby z Natalką miał kto zostać... a my się wybraliśmy do szpitala... tam musieliśmy chwilę poczekać, bo był początek pełni, więc masakrycznie dużo pacjentek mieli i się nie wyrabiali z papierami... i tak po północy miałam zrobione usg (3700g) i powędrowałam na patologię, gdzie wbili mi wenflon, bo o 6 rano miałam dostać antybiotyk gdyby się żadna akcja nie zaczęła... ale na szczęście zaczęło się... na patologii leżałam pod ktg i skurcze od razu co 3-4minuty... początkowo do zniesienia, a potem już bolesne regularne, więc powędrowałam sobie na porodóweczkę;-) tam następne ktg, w końcu po 4 rano zadzwoniłam po D, żeby wracał (wczesniej odesłali go do domu, ale na to był przygotowany
). i tak się jeszcze chwilę pomęczyłam, a pozniej ... jak zaczęły mi się skurcze parte, tak myslalam ze nie wytrzymam... w koncu kazali mi się połozyc na łózku i zaczynamy rodzic... nie miałam już siły nawet oddychac, wiec ręce i nogi mi zdrętwiały (D. mówi że mu prawie palce połamałam
). Parło mi się okropnie, czułam się jakby mi się akcja cofała
. ALe na szczęście w końcu się udało-> wyszła główka i już było z górki... tylko mały był siny (przez to moje nieszczęsne oddychanie), ale 10 pkt zarobiłW sobotę się okazało, że muszę dostac kilka zastrzyków z oksytocyny i antybiotyk, ale już jest wszystko ok... z antybiotykiem mogę funkcjonować, a wolę to niż leżenie w szpitalu



Przy okazji pocieszyl, ze pewnie i tak urodze w nocy

Oczywiscie zero boli czy najmniejszych skurczy. Kolejna grobulka. Za dwie godziny kolejne badanie. Oczywiscie sytuacja bez zmian. Zero boli rozwarcie nadal na 5. Kolejna grobolka miala zdzialac cuda. Na ten czas bylam juz ta sytuacja tak zmeczona i wkurzona, ze wszystko wydawalo mi sie niezwykle zabawne, choc takie nie bylo.
) KTG potwierdza, bol jak cholera:-(