Dziezczynki, nie wiem czy ktos tu jeszcze zaglada, ale tez chcialam napisac kilka slow o swoim porodzie. Nie bede rozpisywala sie szczegolowo, bo zabraknie miejsca. Rodzilam 44 godziny (ze wspomagaczami: oksytocyna, masazami szyjki macicy i jakimis zastrzykami nie wiem na co). Lekarze z kolejnych dyzurow "dawali mi szanse" urodzic naturalnie, chociaz polozna, ktora badala mnie przy przyjeciu do szpitala powiedziala, ze z "moimi wymiarami" silami natury nie urodze. Caly ten cyrk skonczyl sie cesarka. W trakcie myslalam, ze nie przezyje, a tu prosze! Zyje i mam sie calkiem dobrze.;-)
Dobrze, ze po jakims czasie zapomina sie o bolu i tych wszytskich strasznych rzeczach...