Hej dziewczyny
Zastanawiałam się długo czy opisywać swój poród ale po opisie mady i karoo postanowiłam się z wami podzielić swoimi przeżyciami. Otórz 26 sierpnia miałam umówione KTG w szpitalu na godzinę 11 od 3 nad ranem zaczeły się skurcze nieregularne i troszkę bolesne, na KTG wyszły lekarz chciał mnie zostawić już na patologi ale ponieważ niechciałam kazał zgłosić mi się na 17 na ponowne KTG. Od godziny 13 skurcze zaczeły sie regularne, najpierw co 7 minut i po godzinie co 5. Na 17 pojechałam na KTG już z torbą spakowana. Ktg wykazało skurcze regularne 30 - 40 %, lekarz mnie zbadał i niestety rozwarcie było na opuszek palca. Dostałam zastrzyk na rozwarcie i zostawili mnie na patologi męzowi też pozwolili zostać bo powiedzieli że do 24 godzin się rozstrzygnie. Spacerowałam po korytarzu po 22 położna zawołała mnie na kolejne badanie i rozwarcie 4 cm, także torby pod pachę i na porodówkę. Trochę się zmęczyłam już tymi skurczami ale powtarzałam sobie że muszę trzymać siły na te prawdziwe skurcze. No i na porodówce zaczoł się koszmar. Od 23 leżałam podpięta do KTG ok godziny 24 położna pozwoliłam mi iść pod prysznic, ulga niesamowita, po powrocie stwierdziła rozwarcie na 7 cm więc moje szczęście nie miało granic. Obok leżała dziewczyna która miała rozwarcie na 4 cm, po godzinie urodziła, a ja dalej leżalam coraz bardziej wymęczona. O 6 rano położna znów mnie zbadała - rozwarcie całkowite ale główka nie schodziła. Badanie niesamowicie bolało i po badaniu zanikł puls maleńkiej, dostałam tabletkę pod język, puls powróciłpo ok minucie najpierw 30 potem 60 aż w końcu normalnie 150, ale po tabletce która dostałam zanikły skurcze i rozwarcie zaczeło się cofać. Przyszedł lekarz i kazał położnej przebić pęcherz z wodami. Czekała na skurcz no i przecieła ale wody nie odplyneły lekarz się pyta co się stało a on na to że się pomyliła i zamiast przecić pęcherz przecieła mi fałdy skórne, ból jak cholera, kolejne podejście i wkońcu puściła wody, podłączyli mi oksy i skurcze znów się nasiliły. o godzinie 7 połozna przyszła jeszcze mnie zbadać i stwierdziła że główka dalej nie schodzi w tym samym czasie była zmiana położnych i przyszła kolejna mnie badać badanie było dla mnie tak bardzo bolesne że poryczalam się z bólu i w tym momencie powiem wam że już nie miałam siły ani na skurcze ani na poród. Za chwilę usłyszłam jak położna mówi do drugiej że jeszcze jakies 7 godzin i urodzę, jak by mnie ktoś w głowę strzelił, zaczełam płakać mój mąż też. Na szczęście zostało mu na tyle przytomności że poszedł i zadzwonił do lekarza który prowadził mi ciążę akurat był na dyżurze do 9 rano. Poprosił go o cesarkę, lekarz odpowiedział że to nie tylko od niego zależy ale zobaczy co da się zrobić. Przyszedł do mnie i powiedzieł że mam szansę jeszcze urodzić naturalnie ale że to potrwa czy napewno chcę cesarkę bez wachanie się zgodziłam. Przyciagnął usg i bardzo szybko

pokazal położnej że ułożenie jest poprzeczne

tak szybko że pewnie nawet nie zauważyła. Dodam tylko że na cc zgode musi wyrazić lekarz dyzurujący i przełożona położnych. O godzinie 8 jechałam juz na salę. Pamiętam doskonale jak mi dali zastrzyk w kręgosłup, od razu całe ciało mi zdrętwiało i cały ból minął ulga niesamowita. Potem już niewiele pamiętam bo przez całe cięcie wymiotowałam. O 8,25 moja księżniczka była już na świecie, jakies 10 minut później jak położne ją obmyły dostałam ją na chwilkę do ucałowania. Najpiękniejsza chwila mojego życia

Po porodzie też nie było u mnie wesoło, ponieważ miałam znieczulenie wszytko oprócz rąk i głowy miałam niewładne, głowę przez 8 godzin mogłam tylko odwracać na boki ale nie mogłam podnosić a tutaj ok godziny 9 położna przynosi mi małą położyła mi ją do cycka i każe karmić i się zabiera do wyjścia. Ja dwie doby niespałam, mój mąż tak samo jeszcze znieczulenie że ciała nie czuję niemam jak nawet małej przytulić poprosiłam ja aby wzieła małą na trochę a ona oburzona że tak się nie robi ale jak tak bardzo chcę to zrobi wyjątek, na szczęście zabrała małą na godziny w tym czasie mój mąż poszedł wypił dwie kawy i zjadł śniadanie a ja spałam jak zabita, przyszedł to akurat przynieśli małą i już nią się zajmował przystawiał mi do cycka a ja nawet się nie obudziłam. O godzinie 17 przyszła położna i kazała mi wstać z łóżka i iść pod prysznic. Z wielka biedą i pomoca męża poszłam do łazienki ( a blisko nie było) i w łazience straszny ból brzucha i już nie miałam siły aby wrócić. Z położną i z mężem pod ręce wracałam jakies 20 minut, Następnego dnia rano przychodzi lekarz na obchód i mówi "juz dziś może pani wstać i polowi zacząć chodzić" myślałam że zastrzelę tą która mnie wysłała do tej łazienki. I to już koniec mego porodu, pewnie opis będzie bardzo haotyczny ale do tej pory nie mogę spokojnie o tym myśleć. Wiem że następne dziecko to albo z góry zaplanowane cc albo zzo. A poród naturalny cytując Renatę Dancewicz "uważam za nieudany pomysł Pana Boga" 19 godzin skurczy regularnych i na koniec cc.