Po urodzeniu przystawialam dziecko do piersi, ale tak popękaly mi brodawki, bolały, krew się lała, że poratowalam się nakladkami na piersi. Karmiłam tak 2 tygodnie, brodawki sie podleczyly. Ale nagle podczas przystawiania zaczęły mnie strasznie boleć - moment jak dziecko zasysa pierś. Potem już nie bolało, ale ten pierwszy moment byl nie do zniesienia, bardzo bolało. Nie wiem czy dziecko nauczyło się już mocniej ssać? Na samą myśl jak miałam ją przystawiac mialam łzy w oczach. Zrezygnowałam z nakładek. Z jedna piersia poradziłam sobie, wygojona, karmie bez bolu. Ale druga, przy której mam mniejszą, małą brodawke nie chce się goic, ciagle jest popekana, wrażliwa, bardzo boli jak przystawiam. Smaruje Maltanem i własnym mlekiem, czesto wietrze. Dziecko nie umie za bardzo jej złapać. Probowalam innych pozycji do karmienia, ale nadal ciężko. Po kilkukrotnych próbach dziecko wkoncu łapie brodawke, ale ten moment bardzo boli. Czy z czasem ta brodawka się zahartuje, wygoi, a przystawianie nie będzie już boleć? Czy dziecko wyciągnie brodawkę? Nie wiem czy wrócić do nakladki. Z nakładką przystawianie też bolało. Dziewczyny poradźcie, bo nie chce rezygnować z karmienia przez ból