A my byliśmy w Krośnie. Jarek był tam w pracy, a my pojechałyśmy z nim.
Dzisiaj mieliśmy jechać do mojego wujka do Gdańska, ale boimy się takiej długiej trasy. Ania w jedną stronę wymiotowała (pierwszy raz w życiu), a w obie strony po pewnym czasie marudziła i bardzo mało spała (40 min w drodze powrotnej).
Więc jako, że Jarek ma do niedzieli urlop to zaproponował (on sam!) malowanie kuchni i od dziś mam zamkniętą kuchnię.
W krośnie średnio mi się podobało. Rynek nawet ładny, ale nic nie odnawiają, czas jakby się zatrzymał przynajmniej 25 lat temu. Po drugie nieprzyjazny wózkom. KAŻDY sklep miał 1, 2 lub nawet 3 schodki. Dobrze, że miałam tą lekką spacerówkę, bo często musiałam ją wnosić.
Mało rozwinięty. Kiedyś był miastem wojewódzkim (a ma tylko 50 tyś mieszkańców). Z większych sklepów tylko Lidl, Plus, Albert i Biedronka!!
Nie zaopatrzyłam się przed wyjazdem i musiałam tam zrobić zakupy. A w takim np. Plusie to tylko dwa rodzaje słoiczków z Gerbera! Trzeciego dnia pobytu skończyło mi się mleko modyfikowane i nigdzie nie mogłam go dostać!
Dużo sklepów dziecięcych, ale tylko z ubraniami i akcesoriami. W końcu znalazłam mleko, w jakimś sklepie ala społem (wystrój i klimat - lata 80-te). Było tylko Bebiko. Ale dobre i to.
I na końcu. W porównaniu z Rybnikiem strasznie drogo.
Nigdy więcej do Krosna!
Odwiedziliśmy też Iwonicz Zdrój. To jest dopiero dziura! Ten ich słynny deptak ma chyba 100 m długości ( 1 restauracja) i nic poza tym!
Mam nadzieję, że żadna z was stamtąd nie pochodzi i się nie obrazi.