Jestem mamą 11miesiecznej dziewczynki. Mieszkamy razem z mężem i córką w domu na przedmieściach. W tym domu mieszkają także moi rodzice, ale mamy dwa niezależne mieszkania, wszystko osobne, łącznie z wejściem. Zanim wyszłam za mąż w tej części w której mieszkam teraz ja, mieszkali moi dziadkowie (rodzice taty). Jednak kilkanaście lat temu kupili mieszkanie w bloku w mieście. Przed ślubem zapytali mnie czy chce to mieszkanie czy ta część domu - wybrałam dom. Oni byli zadowoleni, bo wprowadzili się do nowego mieszkania a ja z mężem zaczęliśmy generalny remont, łącznie z wymianą okien, burzeniem ścian i laniem posadzek. Po roku wprowadziliśmy się do wyremontowanej części domu i kilka miesięcy później zaszłam w ciążę. Wtedy zaczęły się niezapowiedziane wizyty moich dziadków. Źle znosiłam ciążę, zwłaszcza na początku, dlatego często zastawali mnie w krępującej sytuacji - albo wymiotowałam, albo spałam i nie było ze mną kontaktu albo akurat leżałam i starałam się powstrzymać wymioty. Te wizyty wtedy nie robiły na mnie wrażenia, na nich mój widok chyba też nie, choć zdarzały się komentarze, że jak to ja jeszcze w piżamie itd. Po urodzeniu córki, a zwłaszcza teraz od wiosny te wizyty są straszne. Już od początku, mimo, że dziadkowie są bardzo kontaktowi jak na swój wiek, nie rozumieli np prośby o umycie rąk albo żeby nie całowac małej po rączkach. Dziadek to się nawet na mnie obraził jak poprosiłam, zeby umyl ręce bo dziecko ma miesiąc. Generalnie przyjeżdżają kiedy chcą, mają pilota do bramy wjazdowej a ze ja nie jestem nauczona zamykania drzwi na klucz to od razu wparowuja do domu. Oczywiście beż mycia rąk, bez zmiany obuwia. Ostatnio babcia wpadla o 8 rano, bo dziadek przyjechał do lekarza, bo cos go kaszel meczy. To pytam dlaczego przychodzi do dziecka jak jedno z nich jest chore. Ostatecznie dziadek bral antybiotyk. Moja córka obecnie przemieszcza się z prędkością światła, a ulubioną zabawą jest lizanie podłogi i dotykanie butów tudzież stóp. Mi się chce płakać, bo no stop codziennie latam na odkurzaczu i mopie. Moi rodzice zawsze zmieniają buty, myją ręce, generalnie wiedzą, co ich wnuczka wyprawia i starają się pomóc a już na pewno nie dokładają pracy. Nie chodzi tylko o te ręce i buty, ale też o to, że dziecko ma jeszcze dwie drzemki, staram się utrzymać jakiś rytm dnia, chciałabym wstawić jakieś pranie czy obiad, wyjść na spacer czy po zakupy, a te wizyty wszystko dezorganizują. Czesto jestem sama z corka, bywaja rozne dni, czasem jest ciezko, bo nie moze zasnac, nie spała w nocy, mecza ją zęby albo zaparcia, albo po prostu potrzebuje mnie no stop. Czasem jest ze mną mąż, mamy wtedy jakieś plany, np ja kosmetyczkę, chcemy razem iść po zakupy, do lekarza albo po prostu robić nic. Jeszcze zeby było tak, że przyjeżdżają, piją kawę i jadą. Ale tak nie jest. Za domem mamy ogród, babcia co roku sieje tam warzyw jak dla wojska, więc jak przyjeżdża to po wizycie u nas idzie na ogród a potem znowu przychodzi do nas. To potrafi się ciągnąć cały dzień. Jak wejdzie do łazienki to przeszuka mi wszystkie szafki, tu się maznie kremem, tu prysnie perfumem i zostawi uwalona umywalkę bo akurat myla ręce po ogródku. Ja nigdy nie miałam dobrego kontaktu z dziadkami, gdy mieszkali z nami to babcia potrafiła się do nas nie odzywać a jak szliśmy przez podwórko to się chowała żebyśmy sir nie spotkali. Moja córka tez nie lgnie do nich, dziadka sie boi, bo mowi glosno i grubym glosem. Dom oficjalnie jest moich rodziców, a mi coraz bardziej ciąży mieszkanie tutaj. Ostatnio zapowiedzieli sie z wizyta, ustaliliśmy godzine, zeby corka nie spała a nastepnego dnia wpadli o 9 bez zapowiedzi, bo babcia przyjechała na ogrod to weszla do nas. Akurat usypialam małą, bylam w samych majtkach, bo nie zdążyłam sie nawet ubrać po prysznicu, córa tak krzyczala, ze nie chce juz byc w wozku. W kuchni syf po sniadaniu blw. A babcia mnie pyta co taki bałagan, dlaczego ja jestem nieubrana i co gotuję na obiad. Zaraz wracam do pracy i nie wyobrażam sobie ich wizyt podczas mojej nieobecności. Mój tata jest kochanym człowiekiem i nie chcę go prosić, żeby jakoś z nimi porozmawiał, ale coś muszę z tym zrobić. Nie mam żadnej prywatności... tylko co zrobić? Na ten moment budowa nie wchodzi w grę, za dużo zainwestowaliśmy w remont i urządzenie domu, dwa samochody - nie dzwigniemy takiego kredytu teraz. Poza tym kocham nasze mieszkanie, oprócz dużych kosztów włożyliśmy w remont całe serce. Proszę nie myślcie, że jestem niewdzięczna. Jestem im wdzięczna za to, że dali nam tą część domu, ale my chcemy normalnie funkcjonować w tym domu, a my cały czas czujemy się jakbyśmy nie byli u siebie