mag80
Fanka BB :)
Ciężko jest takiego wrzeszącego malucha posadzic i czekac az sie uspokoi, ale czasem nie ma wyjscia i tyle.Moja córka czasami wyje w niebogłosy przed zasnięciem.Kiedys ją nosiłam, uspokajałam, gadałam do niej.Okazało się że duzo lepszy efekt jest kiedy nie wyciągam jej z łóżeczka.Siadam obok i nie odzywam się.Krzyczy przez 5 minut a jak widzi ze nic to nie daje poprostu milknie i kładzie sie na poduszce.Dopiero wtedy ja podchodze, głaszcze po główce, mówie do niej cicho albo śpiewam.Ona sie usmiecha, robi papa, zamyka oczy.Kiedy ją wyciągałam z łóżeczka i probowałam na rękach uspokajac to wszystko trwało 1-1,5 godziny.Znam juz jej "fochy" i wiem (mniej więcej przynajmniej) kiedy je moge zignorować:-) Trzeba uczyc malucha ze krzykiem nic nie zwojuje.
Któregoś dnia wzięłam i położyłam go a on oczywiście ryczał to go czymś zajmowałam. Ten niby płacz przeszedł po prawie godzinie ale warto było bo teraz nie pcha się tak na ręce bo wie gdzie jego miejsce. A serce mi się kroiło jak on tak płakał i co chwila chciałam go wziąść na ręce ale jakoś się powstrzymywałam ;-) później już coraz mniej płakał aż zrozumiał że nic nie wskura płaczem 

tylko jak czytam to takim tonem jakbym bajke czytała