reklama

Odskocznia;))))

V_Jolka - to nic tylko się radować :) A jak tam przygotowania? Jakbyś coś potrzebowała to daj cynka :)

Witaj kochana!
No dokładnie tak...
A jeśli chodzi o przygotowania...
Powyciągałam już z garażu ubrania po Kacprze, poprałam i dziś muszę je poprasować...
Pytanie tylko...
ile z tego przyda się COŚKOWI, no bo jeszcze nie pokazał czy będzie miał hod doga czy cheeseburgera :-D:-D:-D:-D
Powoli rozglądam się za jakimś wózkiem
No i bardzo powoli na jakimiś ubraniami ciążowymi, choć na razie jeszcze jako tako mieszczę się w swoją dotychczasową garderobę, bo brzuszek mi prawie wcale nie urósł...
Tyle tylko, że w luźniejszych COŚKOWI będzie wygodniej ;-)

Ale jako tylko będę czegoś potrzebowała - odezwę się i DZIĘKUJĘ !!!!
 
reklama
Wiola - trzymam za słowo.

Zapowiada się upalny weekend, więc zaraz lecę wodę do baseniku Adrianny napuścić. Ewelina28 - tylko mi nie mów, że masz taki duży basen, bo zzielenieję dzisiaj z zazdrości, pcham się dzisiaj razem z Adą do Jej baseniku i nie ma zmiłuj :-p :laugh2: Sąsiedzi na przeciwko mają bliźniaki rok starsze od Ady i kupili taki większy pompowany, że i stary popływa na 3 machy, za rok to i dla Ady będzie trzeba taki zakupić :tak:
 
Ostatnia edycja:
Witajcie :-D

LILI, takiego basenu to ja się jeszcze nie dorobiłam, chociaż kiedyś, jak przekopywałam ogródek to poszła fama, że sąsiadka kopie dół pod basen :-D
Mam pompowany, ale baaaaaaaaaaardzo duży, spokojnie 8 osób wlezie...
 
:-)Witam się!
To prawda że sobota była strasznie upalna, w największy upał jechałam do koleżanki na ślub i oczywiście znów mi padły dmuchawy, nie mam już siły do mechaników dopiero co wymieniłam silnik dmuchaw a tu znów nie działa nawiew:wściekła/y:
Lili jak kąpiel w basenie?:-p
Ewelinko, Violu, Danuś buuziam was gorąco:-)
 
Ja tylko wpadam się przywitać :)

Jestem po wakacjach i przed wyjazdem z moimi podopiecznymi. Jadę w sobotę, więc znowu na chwilę zniknę. Nie wiem na razie, co się u Was dzieje. Może skrobniecie mi jakiś skrócik?

Ewelinko - Ty chyba jakąś telepatką jesteś, cy cuś? Stęskniłam się bardzo za Wami, chociaż z drugiej strony troszkę zeszło ze mnie ciśnienie. W międzyczasie odebrałam wynik rezerwy jajnikowej: 3,5. Muszę podczytać, czy dobry, czy zły. Buziaki.

Pozdrowionka babeczki.
 
Witajcie
Ja tylko na chwilę, żyję ale chyba nie do końca. Jestem na urlopie na który wysłał mnie sam kierownik. Nie daje rady ani psychicznie ani fizycznie. Jadę ja jakiś czas do mamy z dala od tego wszystkiego.

Sis kochana dziękuje :* Miłosz jest cudny widziałam foto słodziak daj mu buziaka odemnie

Viola dbaj o Was teraz jesteście najważniejsi. Trzymam kciuki :*

Madzia buziam:*

Zjola udanych wojaży.

Lilijana nie dajemy rady. Ja odpadłam a mój mąż zaczyna się poddawać, brakuje nam sił na walkę z wiatrakami, bo takie jest ostatnio nasze życie.

Gabi kiedy znowu wpadniesz? Ściskam

Pozdrawiam resztę dziewczyn
 
Danula - cholera nie poddawaj się! W końcu wyjdziecie na prostą. My też tak mieliśmy i na razie odbiliśmy się od dna, ale walka trwała prawie 8 lat, żeby wyjść na prostą. Trzymam kciuki, uszy do góry kochana! Buziaczki.

A tu trochę o moich wakacyjnych wyprawach:

Opiszę, jak wyglądały moje wakacje przez ostatnie dwa tygodnie :)

Najpierw pojechaliśmy na tydzień w Bieszczady.
Jechaliśmy w poniedziałek w ogromnym deszczu.
We wtorek lało, więc przesiedzieliśmy cały dzień w domku.
W środę słonko wylazło, więc pojechaliśmy na zaporę solińską. Buldożera straszna! Masa huku, kupa luda, jarmark, karuzele, disco polo w każdej budzie i ludź na ludziu poganiał.
W czwartek ja z moim M wypożyczyliśmy sobie kajak i popłynęliśmy sobie na wycieczkę po Solinie. Dopłynęliśmy do zapory z jednym przystankiem po drodze, potem szybka zapiekanka pod zaporą i ruszyliśmy z powrotem. Dodam, że widoki przepiękne i poza zaporą ludzi nie ma, woda szmaragdowa i zielono dookoła. Słowem głusza, cisza i spokój i my we dwoje w kajaku wiecznie skręcającym w lewo! Znowu przystanek na siusiu i mały oddech i w drogę. Pod koniec ręce na odpadły ale dopłynęliśmy do przystani. jak sięfacet dowiedział, że dopłynęliśmy do zapory, to twarz mu się wydłużyła i stwierdził, że jesteśmy dobrzy zawodnicy, bo to 16 km w jedną stronę! rachunek jest prosty: razem 32 km!
Stwierdziliśmy, że znajomi będą musieli nas poić i karmić, bo ręce mamy niesprawne.
W piątek trzeba było wykończyć dla odmiany nogi, więc weszliśmy najdłuższą drogą na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę. To tylko 16 km w obie strony, więc łatwizna :) Widoki przepiękne! Raj na ziemi, tak chyba wygląda niebo.
W sobotę trzeba było odpocząć, więc wybraliśmy się wąskotorową kolejką bieszczadzką na trzygodzinną wycieczkę po okolicy. W drodze powrotnej zaliczyliśmy jeszcze wystawę starych amerykańskich aut z drugiej wojny światowej, którą wypatrzyliśmy z kolejki.
Niedziela była dniem wyjazdu. Mieliśmy wyjeżdżać o 20-tej, więc wdrapaliśmy się jeszcze na Połoninę Wetlińską.
Do domu dotarliśmy w poniedziałek o 1-sze w nocy. Od rana pranie i suszenie i wstępne pakowanie wyprawy motocyklowej.
We wtorek rano dosuszałam jeszcze rzeczy żelazkiem! Spakowaliśmy bambetle na naszego "Labladorka" i w drogę.
My z całym bagażem + waga motocykla to pół tony! W ten sam dzień dotarliśmy okropnymi drogami do Sandomierza. Starówka przepiękna, cud miód i paluszki solone, jak mawia Kłaczek. Poszfędaliśmy się trochę i ruszyliśmy w drogę do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Tam nocleg i wyprawa na miasto wieczorem. No i znowu jak nie trudno się domyślić - przepięknie.
W środę raniutko wyruszyliśmy do Kozłówki, do pałacu Zamojskich. Wersal w pigułce, polecam! Po zjedzeniu wyśmienitego obiadku w towarzystwie pawia, przechadzającego się po okolicy, wyruszyliśmy w dalszą trasę i dotarliśmy na mazury w okolice Mrągowa a ściślej do Piecek, gdzie zafundowaliśmy sobie nocleg w domku campingowym.
W czwartek po śniadanku na sucho, bo w okolicy nie było czajnika wyruszyliśmy do Gierłoży koło Kętrzyna, do kwatery Hitlera. Trafił się nam super przewodnik, spoko gość, fajnie opowiadał a działy się tam niesamowite rzeczy!
Po posiłku w bunkrze skierowaliśmy nasze dwie oponki w stronę Gdańska, gdzie wylądowaliśmy wieczorkiem. Tam ciocia ugościła nas po królewsku i pognaliśmy oczywiście na stare miasto, które jak nietrudno się domyśleć jest przepiękne!
W piątek na luziku, bo nie trzeba było ze sobą zabierać wszystkich betów, pojechaliśmy do Sztutowa do obozu koncentracyjnego, który zrobił na nas wstrząsające wrażenie. Jeżeli kiedykolwiek, którejkolwiek z was przyjdzie do głowy, że doświadczenia jej życia ją przerastają i że jej źle i niedobrze, to niech pojedzie tam i zobaczy ten ogrom ludzkiego nieszczęścia. Nasze życie, w czasie pokoju jest na prawdę szczęśliwe i spokojne bez względu na wszystko.
Potem dla chwili oddechu pojechaliśmy do Krynicy Morskiej, gdzie wylegliśmy na plażę i poopalali się ździebko.
W sobotę wracaliśmy do domciu ale po drodze zaliczyliśmy jeszcze Toruń i dom Mikołaja Kopernika. Nie muszę zapewne dodawać, że wszystko tam jest zachwycające! Potem już tylko przejazd przez Włocławek, który jest dziurą na mapie drogowej Polski i uwierzcie mi, że to nie w Wąchocku zwijają asfalt, tylko właśnie tam! Dalej Łódź, Katowice, Gliwice i oto jesteśmy :)

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć :) Buziole
 
reklama
Witam,

Danuś, cholera!!!! Nie poddawaj się słońce! Musi w końcu wszystko się wyprostować, noooo....tulę*

Zjola, szkoda, że nie wiedziałam, że będziesz w moich okolicach (Gdańsk, Sztutowo, Krynica), byśmy spiknęły się na jakiegoś grzańca ;-)
Fajny mieliście urlopik. A obóz w Sztutowie...cóż...masz rację nasze problemy to pikuś w obliczu takiej tragedii sprzed lat...
W Gierłoży też byliśmy, w Wilczym Szańcu i mieliśmy super starszego pana od historii, z chęcią się słuchało, tym bardziej, że my fani historii ;-)
Buziaki*
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry