Hej Wam
Już się tłumaczę jak winna, czemu dopiero teraz pisze co i jak

No to wczoraj oczywiście pociąg musiał mieć kilkuminutowy poślizg ( nasze kochane PKP

, a mój S zgłodniał, więc jeszcze postój po zapiekankę, następnie znaleźć odpowiednie wejście do przychodni to normalnie szydera była, no ale dotarliśmy

Lekarz już czekał, po założeniu karty władowaliśmy się do gabinetu i zaczęło się
Naszym oczom ukazała się piękna, zdrowa, z moim noskiem
córcia
Serduszko przebadane, na całe szczęście wszystko ok, z przepływami tak samo (mam wadę serca i bałam się, że dziecko odziedziczy

Waga wyszła 585g i 23tyg i 2 dni, że Julka ma

No i termin niby trochę bliżej, tzn 20 stycznia, ale po Lolci widać jak to z tym terminami jest

Się uśmiechała i jak już ponad pół godziny była oglądana ze wszystkich stron to zaczęła już bardzo mocno kopać nóżkami

Dla S największym chyba przeżyciem było nie tyle zobaczenie co usłyszenie bicia serca dziecka, chyba trochę zawiedziony, że jednak chłopaka nie trafił, ale i tak czuję, że będzie tak na prawdę córeczka tatusia

Dzisiaj z rana pojechaliśmy na badania (tradycja- mocz, morfologia, krzywa cukrowa(bleee...)) no i nieprzyjemna sprawa wyszła z Urzędem Skarbowym ale już wszystko załatwione zostało dzisiaj

no i później znowu w pociąg na mieszkanie, jak w końcu dotarliśmy do mieszkania, to dosłownie od razu spać poszliśmy
Lolcia doczekasz się już niedługo
kłaczek bo wszystko co mu zrobisz jest hammm

po prostu trafiasz w jego gusta
dzewelajna tyle wyczekałaś na to dziecko, więc teraz się z tego samopoczucia ciesz

jak na razie wszystko dobrze, wyniki jak wyglądają dowiem się października
redusia dziękuję za pamięć
Ufff... się spisałam

Normalnie dalej padam na twarz i wspaniała pogoda dzisiaj energii mi nie dodaje
