marcia dziekuje za ciepłe przyjecie :-) w zasadzie do tej pory czułam sie dobrze, nie dokuczały mi stawy, nie miałam nadcisnienia, poziom glukozy tez zawsze w normie, jedyne co to meczyłam sie szybciej niz inni, wchodzac np po schodach a tak to czułam ze mogłabym zwojowac swiat. Teraz jak juz mi przywaliło te 8 kg po tych hormonach do in vitro czuje jak zaczyna byc mi ciezko, wczoraj z przerazeniem stwierdziłam ze meczy mnie chodzenie, nie wiem byc moze to ogólne rozbicie organizmu, bo złapałam jakies przeziebienie, które lecze naturalnymi metodami typu herbatka z lipy, sok z malin, albo tez ta burza hormonalna, która własnie jest we mnie.
Nie przygotowałam sie do tego zabiegu, oj nie przygotowałam...ale cóz , jak nawet lekarz prowadzacy nie wierzył w powodzenie, to nie miało prawa sie udac...a tu takie zaskoczenie. Rzuciłam palenie, na odchudzanie juz było za pozno, staram sie nie myslec o złych rzeczach. Zawsze starałam sie dbac o siebie, wszystko mi wychodziło oprócz walki z kilogramami. Podeszłam do zabiegu na luzno, tak aby nie robic sobie wyrzutów kiedys tam ze nie spróbowałam, chociaz zawsze marzyłam o dziecku, ale pogodziłam sie ze go nie bedzie. Lekarz dawał nam 8% szans (zwykle jest to 30%). Od samego poczatku traktował nas z dystansem, był chłodny i nieprzyjemny, miałam wrazenie ze zniecheca nas do zabiegu, twierdzac ze to w naszym przypadku jest tylko wyrzucenie pieniedzy w błoto...bo po co , skoro to nie moze sie udac. Czułam ze nie lubi nas, miałam wrazenie własnie dlatego ze byłam otyła pacjentka, dawał nam to do zrozumienia, kiedy na poczatku pojawił sie problem z zastrzykami, on powiedział, mówiłem, wiedziałem ze z Pania beda tylko same kłopoty...Jakie to upokarzajace słyszec na kazdym kroku moze nie dosłownie, ale własnie takie teksty z podtekstem. Życie bywa jednak przewrotne...udało sie, caly proces przeszlismy bez wiekszych problemów, które przewidywał lekarz ze zapewne wydarza sie. No i kiedy zadzwoniłam do niego z wiadomoscia ze udało sie (zrobiłam i testy i bete z powtórkami aby miec pewnosc) zamiast słów radosci usłyszałam: tu sie nie ma jeszcze z czego cieszyc, jeszcze długa droga przed Pania, wiec nie rozumiem skad ta radosc. Rece mi opadły, mój entuzjazm, ze wogóle udało sie uzyskac ciaze spłonął. Ale my od samego poczatku nie mielismy wsparcia psychicznego od niego, wszystkiego o zabiegu dowiadywałam sie z internetu, bo beształ nas za pytania, które jak twierdził podobno zbyt wybiegały w przyszłosc, nie dotyczyły etapu na którym akurat bylismy, a ja tylko chciałam wiedziec po prostu co mnie czeka, juz nie wspomne o pytaniu w biegu na korytarzu...to podajemy jeden zarodek czy dwa? Luuudzie!!! Jako fachowiec wiem ze jest najlepszy ale jako człowiek, pozostawia wele do zyczenia.... Cięzko mi z tym wszystkim, nie mam ochoty juz słuchac jaka to ja jestem gruba, wiem, o tym, nie chce tego ciagle słuchac i dołowac sie, przeciez teraz w ciazy nie przejde na diete odchudzajaca, pojde to tego dietetyka aby ustawił mi odpowiednia diete w ciazy dla otyłych..a juz wezme sie za siebie kiedy tylko bede mogła. Za tydzien pojade jeszcze raz do kliniki do niego, powiedział aby przyjechac na pierwsze usg, ale nie bede cała ciaze dojezdzac 170 km do lekarza prowadzacego, do którego nie mam zaufania, który traktuje mnie jak intruza.
Kurcze rozpisałam sie strasznie, przepraszam, ale chciałam abyscie poznały moja ciazową historie.