Witam się i ja :-) :-) :-) Tak się cieszę, że już w domku jesteśmy, jeszcze w środę kontrola, ale mam nadzieję, że już wszystko ok. Musiałyśmy się ponaświetlać trochę przez żółtaczkę, ale poziom nie był wysoki i wystarczyło 1,5 dnia w inkubatorze pod lampą (płakać mi się chciało patrząc na nią...) Mogłam ją tylko wyjmować co 2-3h na karmienie.
Rany - bałam się powrotu do domu. Miałyśmy bardzo ciężkie noce w szpitalu. Mariczka miała problemy z brzuszkiem, darła się całe noce wniebogłosy i nic nie pomagało, możliwe, że to od dokarmiania sztucznym mlekiem. W szpitalu nie zmrużyłam oka żadnej nocy. Teraz trochę się boję cookolwiek jeść... nie wiem, czy coś jej ni zaszkodzi. Co jecie????
A dziś... Chyba to zbawienny wpływ Tatusia, ale jak ją przytulił o 23.00 i zasnęła w salonie z nim to mi ją przyniósł do karmienia o godz.... 5.00 rano!!!!

Szok! Potem zjadła i poszła spać na 3h, i znowu zjadła i śpi już długo.
Mój M. jest naprawdę niesamowity. Super się nią zajmuje, ma tyle cierpliwości. Przytula ją i coś jej szepcze do uszka (podsłuchałam i opowiadał Marice, że ją zabierze nad morze i co tam będą robić). Słodko...
A my czekamy na Babcię i idziemy trochę sami na spacer - taka ładna pogoda.