Nie ma co się rzucać. Takie są fakty ;-).
Ja mięsa nie jadłam zarówno z przyczyn ideologicznych jak i braku zamiłowania do jego smaku. jednak przez cały okres wzrostu, rozwoju, dojrzewania jadłam mięso, a moja mama jadła mięso w będąc ciąży. dlatego nie będę robiła z dziecka wege na siłę. uważam, że do pewnego momentu białko zwierzęce jest bardzo, bardzo potrzebne. oczywiście, że da się to "pi razy drzwi" zbilansować roślinnym, ale nikt tego jakoś super nie potwierdził "na przestrzeni lat" (dokładnie tak jak mówisz), a ja nie zamierzam eksperymentować na moim dziecku bądź pośrednio na wnuku. skoro dziecko jest dla mnie najważniejsze to nic się nie stanie jeśli przez rok pozmuszam się do czegoś za czym nie przepadam, oczywiście dbając (zgodnie z moimi poglądami) o to, żeby mięso pochodziło z humanitarnej hodowli, z humanitarnym ubojem.
a propos bilansowania diety wege w ciąży... jest to niezwykle trudne. mówi się, że przy normalnej diecie trzeba jeść od 3 do 5 posiłków, które będą zawierały w sobie wszystko. powiedzmy sobie szczerze... codziennie jecie porcje świeżych warzyw, owoców, nabiału, mięsa itd.?
bo ja jak miałam mdłości to jeden dzień potrafiłam jeść tylko grejfruty, następnego dnia makaron z sosem a innego tylko jogurt z płatkami.
to teraz odejmijmy od tego mięso i gotujmy/róbmy 3 posiłki dziennie ściśle dbając o bilans białka, to tego dobierzmy 2 wartościowe przekąski. pracując, ucząc się, czy mając dzieci... nie da rady.