hej październikówki! wpadam żeby trochę rozruszać atmosferę na forum ;-)
Na początku muszę Was przeprosić ale chyba wetnę się w kolejkę rodzących
... Kotulcia sorrki - wiem, nie taki był plan 
Ale od początku...
Dziś przed południem miałam wizytę u gina. Zbadał mnie i stwierdził że daje mi max kilka dni w dwupaku... Rozwarcie 3-4 cm
Zapytał nawet czy aby nie mamy ze sobą w samochodzie torby do szpitala... Nie umawiał mnie już na kolejną wizytę, tylko dał skierowanie do szpitala na następny piątek, czyli 19.09 w razie gdyby do tego czasu nic się nie zadziało. Stwierdził że dłużej nie ma co czekać, ciąża jest donoszona, a mały waży już 3 kg. Zapytałam go czy miałabym w tym szpitalu po prostu leżeć i czekać czy coś zaczęliby działać. Nie chciał chyba powiedzieć wprost, rzucił tylko "zobaczymy" ale odniosłam wrażenie że pewnie by coś podziałał na przyspieszenie akcji...
W każdym razie na jego pytanie o torbę powiedziałam "o nie panie doktorze, ja muszę dokończyć wieszanie firanek w domu"
No więc wróciliśmy do domu ale jakoś całą drogę było mi tak dziwnie mokro...
myśli oczywiście takie, że to już wody odchodzą, no ale nie odeszły. Za to po wizycie w wc przywitał mnie piękny, niezbyt duży czop śluzowy z domieszką świeżej krwi. Tadam.
To było gdzieś między 13-14 godziną.
Co dalej.... Powiesiłam te firanki
, zrobiłam 3 prania, ugotowałam pomidorówkę, skończyłam urządzać kącik dla Ksawerego i od jakiejś godziny odczuwam co jakiś czas (chyba co kilka minut) takie delikatne pobolewania jak na okres. Nie są mocne, takie jak dzień przed albo kilka godzin przed okresem. I generalnie to czuję się jak przed okresem
Może się mylę ale wydaje mi się że chyba powoli zaczyna się proces mojego rozpakowywania się...
No i tak sobie myślę, że muszę mieć nieziemsko mądrego syna, który poczekał grzecznie do skończenia 37 tygodnia, poczekał aż starzy wysprzątają mu mieszkanko (wczoraj robiliśmy generalne porządki), aż matka zrobi zapasy do lodówki i jeszcze zaplanował to tak że jest weekend i ojciec jest w domu
Jakiś geniusz się chyba zapowiada
Szkoda tylko że nie chce dać matce przynajmniej jednego dnia na poleżenie na kanapie i złapanie oddechu ;-)
Na początku muszę Was przeprosić ale chyba wetnę się w kolejkę rodzących
... Kotulcia sorrki - wiem, nie taki był plan 
Ale od początku...
Dziś przed południem miałam wizytę u gina. Zbadał mnie i stwierdził że daje mi max kilka dni w dwupaku... Rozwarcie 3-4 cm
Zapytał nawet czy aby nie mamy ze sobą w samochodzie torby do szpitala... Nie umawiał mnie już na kolejną wizytę, tylko dał skierowanie do szpitala na następny piątek, czyli 19.09 w razie gdyby do tego czasu nic się nie zadziało. Stwierdził że dłużej nie ma co czekać, ciąża jest donoszona, a mały waży już 3 kg. Zapytałam go czy miałabym w tym szpitalu po prostu leżeć i czekać czy coś zaczęliby działać. Nie chciał chyba powiedzieć wprost, rzucił tylko "zobaczymy" ale odniosłam wrażenie że pewnie by coś podziałał na przyspieszenie akcji...W każdym razie na jego pytanie o torbę powiedziałam "o nie panie doktorze, ja muszę dokończyć wieszanie firanek w domu"

No więc wróciliśmy do domu ale jakoś całą drogę było mi tak dziwnie mokro...
myśli oczywiście takie, że to już wody odchodzą, no ale nie odeszły. Za to po wizycie w wc przywitał mnie piękny, niezbyt duży czop śluzowy z domieszką świeżej krwi. Tadam.
To było gdzieś między 13-14 godziną.Co dalej.... Powiesiłam te firanki
, zrobiłam 3 prania, ugotowałam pomidorówkę, skończyłam urządzać kącik dla Ksawerego i od jakiejś godziny odczuwam co jakiś czas (chyba co kilka minut) takie delikatne pobolewania jak na okres. Nie są mocne, takie jak dzień przed albo kilka godzin przed okresem. I generalnie to czuję się jak przed okresem
Może się mylę ale wydaje mi się że chyba powoli zaczyna się proces mojego rozpakowywania się...
No i tak sobie myślę, że muszę mieć nieziemsko mądrego syna, który poczekał grzecznie do skończenia 37 tygodnia, poczekał aż starzy wysprzątają mu mieszkanko (wczoraj robiliśmy generalne porządki), aż matka zrobi zapasy do lodówki i jeszcze zaplanował to tak że jest weekend i ojciec jest w domu
Jakiś geniusz się chyba zapowiada
Szkoda tylko że nie chce dać matce przynajmniej jednego dnia na poleżenie na kanapie i złapanie oddechu ;-)
Lekarz też się śmiał że w zasadzie to wstępny etap porodu mamy już za sobą i to od paru tygodni