Pscolka - to z boku da się usunąć. Najedź na to myszką i zjedź na dół tego. Pod ostatnią ikonką pojawi się taka strzałka w lewo. Kliknij na nią, a to się schowa ;-)
Wróciłam wczoraj ze szpitala. Ostatnie dwa dni to już totalnie czeski film.
- w niedzielę wieczorem lekarz zdziwił się, że nikt mi nie kazał brać magnezu na te skurcze (zalecił 3x2), a byłam od środy od obiadu. Brałam na własną rękę. Co z tego, że wpisał lek w kartę, gdy go i tak nie dostawałam.
- zdarzyło się, że raz dostawałam swoje leki, raz nie (te, co mam na stałe: Euthyrox, Acard). Dobrze, że je miałam ze sobą.
- 3 lekarzy pytałam o wyniki krwi ze środy (podejrzałam w karcie i widziałam, że anemia). W piątek na badaniu lekarka kazała spojrzeć studentowi. Powiedział, że wyniki są ok. Ale i tak brałam żelazo. Mój lekarz jak zobaczył wyniki, to mnie nastraszył, że mam się wziąć w garść z łykaniem żelaza, bo patrząc na tempo spadku parametrów, to za jakiś czas grozi mi przetaczanie krwi. Ale w szpitalu twierdzili, że jest ok....
- zatrzymali mnie dzień dłużej, bo w poniedziałek w moczu zbadanym na szybko (nie na czczo!, po herbacie z 4 łyżkami cukru, po bułce, kaszy mannej i kawałku tortu) mam śladowe ilości glukozy w moczu. Położna złapała się za głowę na ten pomysł. Lekarz rano na obchodzie też.
- na porannym obchodzie lekarka (ta sama, co w poniedziałek) chciała jeszcze 2 dni mnie przetrzymać przez tę glukozę, mimo dobrych wyników dobowych pomiarów glikemii.
- na obchodzie dowiedziałam się, że poniedziałkowe USG, którego nie miałam!, wyszło ok. Oj, tu już zareagowałam ostrym tonem.
- w poniedz. czekałam 5 godz. na USG, którego nie zrobili, ale ok - wina sprzętu.
- we wtorek weszłam gabinetu badań po godzinie jako te pierwsze panie do wypisu. Lekarka mnie cofnęła, że teraz pooperacyjne. Później weszły przyjmowane na oddział, z innego oddziału i nawet kobieta z zewnątrz. Gdy w między czasie spytałam lekarki, która wyczytywała pacjentki czy mam wrócić do łóżka czy czekać (co mogło trwać znowu 5 godzin), to z pogardą odpowiedziała, że nie wie. Po 3 godzinach zrobiło mi się słabo, więc położyłam się na ławce. Zmienili się lekarze, przechodził jeden i od razu zrobił halo, że przecież ciężarne wchodzą w pierwszej kolejności (tylko ja byłam tam ciąży).
- na wypisie nie wpisano badania USG z wczoraj. Z datą 19.05 wpisano badanie USG z przyjęcia, nie z wypisu.
- jedna położna, to ciśnienie sprawdza chyba na oko, bo pomiaru nie zrobiła, a wpisała w kartę.
Dziewczyny, jestem zmęczona tym szpitalem.... A w ogóle, to od paru lekarzy usłyszałam, że leżę na złym oddziale. Niby taki polecany ten szpital. Czeski film.