Domka moja młoda urodziła się z asymetrią ułożeniową. Pod koniec ciąży ( tak mówią, bo podobno na wcześniejszym etapie byłoby znacznie gorzej) przycisnęła się prawą strona do ściany macicy. Miała bardzo mało miejsca, bo mam 1,6 m, a mąż 1,9 m i mała urodziła się jako donoszony wcześniak w 37 tc z wagą 3200. W efekcie mała miała jedną stroną buzi dwa razy większą od drugiej, głowę zwróconą w jedną stronę, mocno spłaszczoną główkę z tej strony, którą się przycisnęła. Kosztowało to nas rok rehabilitacji metodą Voyty, NDT i SI. Początkowo 3 razy w tygodniu w przychodni i 4 razy dziennie w domu, potem doszły jeszcze masaże na ten kręcz w szpitalu - 5 razy w tygodniu. Teraz jest bardzo dobrze, ma śliczny pyszczek, biega. Ortopeda mówi, że być może w wieku 3 lat natniemy jej mięsień szyi. Z możliwych powikłań, to było naprawdę nic. Przez ten rok na rehabilitacji napatrzyłam się na tyle nieszczęść, że nawet nie chcę o tym myśleć. Teraz tylko pytam mamy z powołaniem się na konkretne przypadki, czy to widać na usg...