Ale mnie mój małż wkurw... przed chwilą! Popłakałam się przez niego,ale jemu to oczywiście zwisa,nawet nie zareagował.Poszło o Święta i Chrzciny właściwie o jego garnitur.Miał go dzisiaj zawieść do pralni i obejrzeć swoje buty i ewentualnie zawieść do szewca żeby podkleił>No więc garnitur naszykowalam a buty miał sobie tylko wyjąć z szafki.Przypomniałam tylko,żeby o tym nie zapomniał,bo do pracy ma na 13 a każdy dzień dłużej i już mogą się nie wyrobić ze zrobieniem do Świąt i w Chrzciny bedzie w zasyfionym garniturze.NO to się tak wkurzył bo cos mu kazałam i wykrzyczal mi na cały dom, że on ma inne sprawy ważniejsze na głowie i istnieje jeszcze inny zewnętrzny świat( czyli poza tym w którym aktualnie ja się obracam - dom i dziecko).Nosz kurna,tak mnie wkurzył,że gdyby nie to że akurat małego miałam obok to chyba bym mu wykrzyczała w twarz że go nienawidzę w tym momencie i żeby już spierd... do tego swojego zewnętrznego świata...no i siedze teraz i ryczę...ehhh poczułam się jak....no właśnie nie wiem nawet już kim dla niego jestem....dobijają mnie takie momenty.A najlepsze jest to,że zadzwoni za pare godzin jakby nic sie nie stało z pytaniem-co kupić bo akurat jest w sklepie:-(((
Teraz sobie jeszcze tak pomyślałam,że ustaliliśmy ze będę w domu jak najdłużej moze nawet 2 lata,sama tak chciałam...ale teraz się zastanawiam...NIe mam prawka,jestem uzależniona od męża,teraz będe jeszcze uzależniona finansowo i w roli,której zawsze chciałam - mamy i żony.Ja naprawdę tak chciałam,ale się boję...że skoro już teraz potrafi mi tak powiedzieć,że jest inny swiat to co bedzie później...